Ile trzeba, żeby polski mistrz postawił na nogi jeden z najmocniejszych klubów Niemiec? Odpowiedź przyniosła środowa rywalizacja w Champions Hockey League: dogrywka i seria rzutów karnych, w której Adler Mannheim pokonał GKS Tychy 5:4. Spotkanie rozegrano w Mannheim.
Początek nie wróżył tyszanom nic dobrego. Już w 5. minucie na ławkę kar trafił Dominik Paś, a gospodarze natychmiast wykorzystali przewagę liczebną. Brooks Macek strzałem w kierunku dalszego słupka pokonał bramkarza GKS-u Tomáša Fučíka, asystowali mu Marc Michaelis i Leon Gawanke. Chwilę później, w 7. minucie, Tom Kühnhackl podwyższył na 2:0 po podaniu Lennarda Nielecka, z asystą także Dana Renoufa. Mannheim prowadził więc dwoma golami, a mecz dopiero się rozkręcał.
Tychy odpowiedziały jednak szybko. W 14. minucie Bartłomiej Jeziorski zdobył kontaktową bramkę po podaniu Valtteriego Kakkonena, z asystą Olli Kaskinena, i było 2:1. Dziewięć minut później, w 23. minucie, Leevi Viitala wykorzystał podanie Mateusza Gościńskiego i pokonał Maximiliana Franzreba, doprowadzając do wyrównania 2:2.
Gospodarze znów odskoczyli. W 26. minucie Luke Esposito, grając w przewadze 5 na 4, trafił z bliskiej odległości po podaniach Matthiasa Plachty i Johna Gilmoura, ustawiając wynik na 3:2. GKS nie zamierzał się jednak poddawać – trzy minuty później Alan Łyszczarczyk huknął z dystansu w przewadze liczebnej, asystowali mu Valtteri Kakkonen i Dominik Paś, i na tablicy pojawiło się 3:3.
Trzecia tercja przyniosła kolejny zwrot akcji. W 53. minucie Nicolas Mattinen wykorzystał zasłonięte pole widzenia Tomáša Fučíka i dał Adlerowi prowadzenie 4:3, z asystami Luke’a Esposito i Matthiasa Plachty. Tychy odpowiedziały niemal natychmiast – w 56. minucie Mateusz Bryk, po podaniu Bartłomieja Jeziorskiego, wyrównał na 4:4. Do końca regulaminowego czasu gry nikomu nie udało się przechylić szali na swoją stronę.
Bohater w kasku i decydujący karny
W dogrywce role się odwróciły – to GKS musiał bronić się w osłabieniu. Tomáš Fučík obronił jednak rzut karny i popisał się jeszcze kilkoma trudnymi interwencjami, utrzymując remis. O zwycięzcy zadecydował więc konkurs rzutów karnych, w którym Adler Mannheim okazał się skuteczniejszy, wygrywając 2:1. Decydujący krążek w 65. minucie, w serii karnych, umieścił w siatce Nicolas Mattinen, ustalając ostateczny wynik na 5:4 dla gospodarzy.
Statystyki nie oszukują – Mannheim był stroną zdecydowanie bardziej aktywną w ofensywie, oddając 38 strzałów wobec 26 strzałów Tychów. Mistrzowie Polski za to spędzili więcej czasu na ławce kar – 10 minut wobec 4 minut Niemców.
Drużyną z Mannheim prowadzi Dallas Eakins, a ławką trenerską GKS Tychy od pewnego czasu zarządza Pekka Tirkkonen. Dla GKS, obecnego mistrza Polski, ten pojedynek był kolejnym starciem z europejską elitą w ramach Champions Hockey League. Między słupkami stanęli Tomáš Fučík u tyszan i Maximilian Franzreb u Adlera – i to właśnie ich interwencje w decydujących momentach zadecydowały o losach meczu.