Ile trzeba strzelić goli, żeby udowodnić, że kontuzja to już przeszłość? Mateusz Michalski odpowiedział na to pytanie w najdobitniejszy możliwy sposób – pięcioma trafieniami i jedną asystą w zaledwie pięciu meczach od powrotu do składu.
GKS Katowice rozbił w 14. kolejce TAURON Hokej Ligi Unię Oświęcim 6:2. Wicemistrzowie Polski trzymali inicjatywę od pierwszej do ostatniej tercji i w każdej z nich strzelali po dwie bramki. Goście z Oświęcimia odpowiedzieli dopiero na początku trzeciej części gry, gdy padło ich pierwsze trafienie.
Wśród strzelców katowickiej szóstki nie zabrakło 34-letniego napastnika GieKSy. To właśnie Michalski precyzyjnym uderzeniem z nadgarstka ustalił wynik na 4:0 – grał wtedy w pierwszej piątce u boku Grzegorza Pasiuta i Bartosza Fraszki.
– Myślę, że ogólnie zagraliśmy bardzo dobry mecz i to jako cała drużyna. I o to nam właśnie chodzi. Zagraliśmy dobrze z Sosnowcem, dobrze dzisiaj i musimy to utrzymać jak najdłużej – ocenił po meczu.
O trudnym początku sezonu napastnik mówił bez owijania w bawełnę. – Może ten początek nie był najlepszy w naszym wykonaniu i byliśmy tego świadomi. Codziennie na treningach pracujemy nad tym, żeby było lepiej. Nie możemy teraz spocząć na laurach i powiedzieć, że zagraliśmy super dwa mecze, tylko dalej musimy pracować, bo sezon jest długi – zaznaczył.
Charakter budowany w trudnych momentach
Pojedyncze zwycięstwa to, zdaniem Michalskiego, wciąż za mało. – My tu nie gramy tak, że jedną kolejką czy dwoma meczami coś rozwiążemy. Musimy grać do końca i budować naszą grę, żeby to wszystko wyglądało tak jak w tych dwóch meczach. Teraz mamy tę drogę, którą było widać w tych dwóch meczach, i musimy to trzymać oraz szlifować każdy aspekt naszej gry do końca sezonu – powiedział.
A trudniejsze momenty minionych tygodni? Zapytany o nie, napastnik GieKSy odpowiedział, że to one właśnie kształtują drużynę. – Wiadomo też, że ciężkie momenty budują charakter. Staramy się z tego wyjść i to pokazuje też charakter tej drużyny. Myślę, że możemy tylko budować na tym kolektywie, który mamy, a mamy naprawdę świetną drużynę – mówił.
Sam powrót do gry po kontuzji kosztował go więcej wysiłku niż cokolwiek wcześniej, przyznał wprost. – Ciężki powrót. Myślę, że w całym życiu nie zrobiłem tylu treningów, ile przed tym sezonem. Ale zależało mi, żeby szybko wrócić i to się udało. Codziennie trzeba pracować, żeby dla drużyny robić wszystko jak najlepiej – przyznał.
Seria trafień nie przewraca mu jednak w głowie – emocje wokół własnych statystyk Michalski studzi od razu. – Pewnie, to zawsze cieszy, ale głównie liczą się trzy punkty. Za gole nic nie dostajemy, liczą się trzy punkty drużyny. W play-offach już nieważne, kto te gole strzela. Trzeba po prostu wygrywać mecze i to musimy budować: charakter tej drużyny, to, jak chcemy grać, i cały sezon, żeby to rzetelnie i dobrze wyglądało – powiedział.
Gdy pada pytanie o rywalizację między poszczególnymi formacjami GKS-u, napastnik odpiera, że liczy się realizacja planu, nie personalia. – Nie, najważniejsze jest to, żeby robić to, co mamy zaplanowane, i tyle. Tak naprawdę wszystkie te piątki grają po równo. Myślę, że może minuta czy pół się będzie różnić, więc tylko z tego się cieszyć, że mamy cztery równe piątki, które mogą grać i tak naprawdę grają – podsumował.