Ile trafień trzeba strzelić, żeby pierwszy gol w nowych barwach zapadł w pamięć na dłużej? Krzysztofowi Centkowskiemu wystarczyło jedno – i to mimo że padło ono w meczu, w którym GKS Katowice strzelił w sumie dziesięć. Napastnik zdobył swoją premierową bramkę dla GieKSy w spotkaniu, które katowiczanie wygrali z Podhalem Nowy Targ aż 10:1.
Centkowski trafił w 16. minucie, wykorzystując dokładne podanie Jakuba Hofmana i podwyższając prowadzenie swojego zespołu na 3:0. To było jego pierwsze trafienie w oficjalnym meczu w barwach klubu. A skala dominacji GKS-u tego wieczoru była zresztą dużo większa, niż sugeruje sam wynik – katowiczanie oddali aż 50 strzałów na bramkę rywala, z czego dziesięć skończyło się golem.
Dla GieKSy było to ważne zwycięstwo, zwłaszcza po wcześniejszej porażce z GKS-em Tychy. Centkowski to jeden z zawodników, którzy dołączyli do katowickiego zespołu w tym sezonie, i gra na pozycji środkowego napastnika.
Sam zainteresowany po meczu przyznał, że emocje związane z pierwszym golem były stonowane, bo najpierw chciał docenić kolegę z linii. „Możliwe, że faktycznie nie cieszyłem się jakoś bardzo, bo na pewno trzeba pogratulować również Jakubowi za piękne podanie. Ja tylko wykonałem swoją robotę, ale tak, masz rację, jest to jak najbardziej pamiętne trafienie” — powiedział Centkowski.
Praca nad detalami mimo rozgromienia
Napastnik nie unikał krytycznej oceny gry zespołu, mimo dziewięciobramkowej przewagi na koniec meczu. Ocenił, że Podhale korzystało z błędów GKS-u wynikających z nadmiernej chęci strzelenia kolejnego gola przy wysokim prowadzeniu. „Uważam, że ten rywal szczególnie czerpie korzyść z naszych gdzieś błędów i zbyt wielkiej chęci strzelania gola. Niestety parę razy mi się to zdarzyło, ale to pokazuje tylko, że niektóre rzeczy jeszcze trzeba poprawić i jesteśmy na dobrej drodze, żeby to zrobić” — ocenił.
Centkowski mówił też o samym procesie adaptacji do nowej drużyny. „Na pewno jest ciężko, ale również pozytywnie, ponieważ ciężka praca prowadzi jednak do tych efektów później. Bardzo fajna drużyna, trenerzy pomagają. Ciężko jest na pewno zaaklimatyzować się, przyjąć ten system do głowy, ale z każdym dniem jest coraz lepiej. Pracujemy nad tym” — przyznał.
Na koniec wskazał konkretne elementy, nad którymi wciąż pracuje z trenerami. „Uważam, że poprawiłem i cały czas też również muszę poprawić tę jazdę, szybkość i udział w grze na krążku. Są to rzeczy, nad którymi pracujemy cały czas z trenerami. Jednak do tego potrzeba czasu. Budowanie się kondycji i siły to są procesy wymagające czasu” — podsumował.