Co może przeważyć losy meczu, w którym obie strony trzymają się do samej serii rzutów karnych? Zawodnicy ECZD Zagłębia Sosnowiec po przegranej z Comarch Cracovią nie mieli wątpliwości – zawiniły detale.
Spotkanie na lodowisku przy ulicy Siedleckiego w Krakowie rozstrzygnęło się dopiero po dogrywce i serii rzutów karnych. Gospodarze objęli prowadzenie już w czwartej minucie gry. Zagłębie odpowiedziało jednak błyskawicznie: w odstępie jedynie 76 sekund sosnowiczanie zdołali wyrównać, a następnie wyjść na prowadzenie. Drugi z tych goli był dziełem Maksymiliana Dawida.
Ostatecznie to Cracovia, prowadzona przez trenera Matiasa Lehtonena, okazała się lepsza w decydujących momentach. Drużyna Krystiana Dziubińskiego nie zdołała dowieźć prowadzenia do końcowej syreny, a do zwycięstwa gospodarzy swoją cegiełkę dołożył również czujny od pierwszego wznowienia bramkarz Santeri Lipiäinen.
„Myślę, że kluczowe były momenty, w których mogliśmy lepiej zachować się pod bramką przeciwnika. W takich meczach detale robią różnicę. Mieliśmy swoje sytuacje, ale nie udało się ich wykorzystać tak, jak byśmy chcieli” – powiedział po meczu Maksymilian Dawid.
Niespełna 21-letni środkowy czwartego ataku Zagłębia nie kryje, że goście jechali do Krakowa po coś więcej niż punkt do klasyfikacji. „Cracovia pokazała, że jest w dobrej formie i potrafi być groźnym przeciwnikiem. Spodziewaliśmy się trudnego meczu, ale przyjechaliśmy po zwycięstwo. Niestety, nie udało się wrócić z kompletem punktów” – mówił Dawid.
Gol napastnika, który strzela tylko na wyjazdach
Trafienie w Krakowie to już trzeci gol Dawida w tym sezonie THL, a liga rozegrała dotychczas jedynie 10 kolejek. Progres widać od razu, bo w poprzedniej kampanii w barwach GKS-u Katowice zdobył w całym sezonie ligowym tylko 3 bramki. Ciekawostka: wszystkie trzy gole w barwach Zagłębia strzelił właśnie na wyjeździe – sam zawodnik mówi o statystycznym zbiegu okoliczności, nie o jakimś wzorcu. „Faktycznie, jak na razie wszystkie bramki zdobyłem na wyjeździe, ale nie ma to dla mnie większego znaczenia. Mam nadzieję, że kolejne bramki przyjdą w domu, jak i na wyjeździe” – zaznaczył.
Dla jednego z weteranów zespołu gości mecz w Krakowie miał też osobisty wymiar. Skrzydłowy Zagłębia Sebastian Brynkus rozegrał w tym spotkaniu swój 400. mecz w Ekstralidze. 25-letni zawodnik pochodzący z Nowego Targu zaliczył ten jubileusz akurat na lodowisku klubu, w którym spędził siedem sezonów i gdzie zaczynał seniorską karierę.
„Szczerze powiedziawszy nie miałem o tym pojęcia, że to akurat w tym meczu wypadało. Natomiast zawsze mecze w Krakowie są wyjątkowe, gdyż pierwsze kroki w seniorskim hokeju stawiałem właśnie tam” – wyznał Brynkus.
Doświadczony skrzydłowy odniósł się także do ogólnej sytuacji w lidze, w której jego zespół wciąż walczy o punkty mimo porażki w Krakowie. „Generalnie liga się zmieniła na przestrzeni lat. To już nie są tylko dwie drużyny, które wygrywają każdy mecz, a pozostałe znacznie odstają. Mamy wyrównaną ligę i tu praktycznie każdy może wygrać z każdym” – ocenił Brynkus.