Po pierwszej tercji tablica wyników na hali w Tychach pokazywała 1:3 dla gości. Mistrz Polski wracał do szatni w kompletnej rozsypce. A jednak to właśnie od tego momentu zaczęła się najbardziej intrygująca część meczu 4. kolejki TAURON Hokej Ligi. GKS Tychy przegrał na własnym lodzie z Unią Oświęcim 3:5 i nie zdołał podtrzymać zwycięskiej serii.
Unia nie miała jednak zamiaru oddawać inicjatywy. Chwilę po rozpoczęciu drugiej tercji podwyższyła prowadzenie, zanim tyszanie w ogóle zdążyli złapać oddech po słabym otwarciu meczu. Mimo to w 13. minucie, grając w przewadze, Szymon Kiełbicki doprowadził do wyrównania, poprawiając uderzenie Valtteriego Kakkonena.
To był dopiero początek jego udziału w tym meczu. 23-letni napastnik zapisał na swoim koncie także asysty przy bramkach Marka Viitanena oraz Olliego Kaskinena – miał więc udział przy wszystkich trzech trafieniach swojej drużyny. Problem w tym, że Unia strzeliła pięć goli, a jeden z nich, na 3:5, w trzeciej tercji dołożył właśnie Kaskinen.
Kiełbicki: zabrakło koncentracji
Po ostatniej syrenie Kiełbicki nie szukał wymówek. „Bardzo trudny przeciwnik. Myślę, że nie zagraliśmy tego, co prezentujemy cały czas. Zabrakło nam koncentracji, straciliśmy zbyt dużo bramek i w konsekwencji przegraliśmy ten mecz” – powiedział napastnik GKS Tychy.
Wskazał też na konkretne błędy w defensywie, które Unia bezlitośnie wykorzystywała. „Wydaje mi się, że podaliśmy rywalom pomocną dłoń. Popełniliśmy kilka błędów, które rywal po prostu zakończył golem. No i dlatego przegraliśmy” – dodał. Po stronie gości spore zasługi w utrzymaniu przewagi miał bramkarz Igor Tyczyński – bronił bardzo dobrze i nie raz ratował Unię przed kolejnymi trafieniami tyszan.
Kiełbicki zagrał ten mecz wciąż z urazem nadgarstka, choć kontuzja nie wykluczyła go z gry. „Myślę, że do wesela się zagoi. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej i że jak najszybciej po prostu wrócę w pełni gotowy” – mówił o swojej kontuzji. Wychowanek KTH Krynica wciąż pozostaje jednym z kluczowych ogniw ofensywy prowadzonej przez trenera Pekkę Tirkkonena.
Na długie rozpamiętywanie porażki mistrz Polski nie ma jednak czasu. W niedzielę GKS Tychy zagra na wyjeździe z JKH GKS Jastrzębie, a Kiełbicki będzie chciał udowodnić, że jego drużyna umie grać skoncentrowanie od pierwszej do ostatniej minuty.