„To już oficjalne: Arsenal FC przedłużył umowę z Mikelem Artetą” — tym komunikatem londyński klub otworzył wiadomość, na którą kibice czekali od miesięcy.
Nowy kontrakt hiszpańskiego szkoleniowca obowiązuje do czerwca 2030 roku. Sygnał jest jasny: władze klubu swoją długoterminową przyszłość wiążą właśnie z 44-letnim trenerem.
Arteta prowadzi Arsenal od 2019 roku i jest pierwszym menedżerem klubu w tym okresie. W tym czasie zbudował bilans, jakiego nie ma nikt inny w historii klubu — spośród wszystkich pełnoetatowych trenerów Arsenalu notuje najlepszą skuteczność wygranych meczów, 62,05 procent.
Emocji w oficjalnym komunikacie klub nie krył. „To była jak dotąd niesamowita podróż i jesteśmy podekscytowani tym, co przyniesie nam ta wyjątkowa relacja. Miniony sezon był niesamowitym momentem w historii Arsenalu, momentem, w którym stworzyliśmy wspomnienia, które pozostaną z nami na całe życie. Jesteśmy zdeterminowani, aby stworzyć ich jeszcze więcej w nadchodzących latach” — napisano w oświadczeniu.
Od zawodnika do trenera w trzy lata
Historia Artety z Arsenalem zaczęła się dużo wcześniej, niż usiadł na ławce trenerskiej. Ostatnie pięć lat kariery piłkarskiej spędził właśnie w klubie z północnego Londynu. Jako zawodnik rozegrał 150 meczów, strzelił 16 goli i zaliczył osiem asyst.
Wrócił szybko. Zaledwie trzy lata po tym, jak przestał grać dla Arsenalu, wrócił do klubu w nowej roli — trenera. Ta droga, od szatni do sztabu szkoleniowego, stała się częścią jego legendy na Emirates.
Dziś Arteta jest drugim najdłużej prowadzącym Arsenal trenerem całego XXI wieku. Wyżej w tej klasyfikacji jest tylko jedna osoba — Arsene Wenger, klubowa legenda, której rekordu do tej pory nikt nie pobił. Żeby dogonić Francuza, Arteta musiałby przepracować na stanowisku jeszcze ponad pięć tysięcy dni i rozegrać niemal tysiąc kolejnych meczów.
Nowy kontrakt sięgający 2030 roku daje mu właśnie na to czas — by krok po kroku zbliżać się do tego rekordu.