Ile właściwie potrzeba, żeby w głowie trenera dysponującego gwiazdorem pokroju Viniciusa Juniora zasiać ziarno niepewności? Jak się okazuje – jeden udany mecz reprezentacyjny skrzydłowego Realu Madryt może wystarczyć.
We wtorek reprezentacja Wybrzeża Kości Słoniowej zmierzyła się z Somalią. Yan Diomande zagrał na swojej ulubionej pozycji – lewej stronie ofensywy. Wynik tego spotkania zniknie z nagłówków równie szybko, jak się w nich pojawił. Statystyki młodego skrzydłowego – niekoniecznie.
Diomande zaliczył pięć udanych dryblingów na sześć prób. Do tego trzy oddane strzały i trzy sytuacje, które sam wykreował kolegom z drużyny. Bramki zabrakło, asysty też – ale akurat to najmniej kogokolwiek obchodziło.
Bo uwagę hiszpańskich mediów przykuła sama aktywność i skuteczność w pojedynkach jeden na jeden. Właśnie takich występów szuka się dziś, rozważając rywalizację o miejsce w wyjściowej jedenastce Realu Madryt.
Ten sam profil, różne skrzydła
Diomande i Vinicius najlepiej odnajdują się w tym samym miejscu boiska – na lewej stronie ataku. To samo w sobie rodzi naturalne napięcie w szatni. Różnica jest jedna: Diomande potrafi grać też po przeciwnej stronie, co daje mu dodatkową elastyczność, której Vinicius nie oferuje w tym samym stopniu.
Ostatnie słowo i tak należy do Jose Mourinho – to on układa skład Realu Madryt. Portugalczyk zna wagę takich sygnałów płynących z kadry narodowej. I doskonale wie, że ich ignorowanie rzadko kończy się dobrze.