Ukraina zaczyna sondować grunt pod wspólną z Polską kandydaturę do organizacji męskich mistrzostw świata w piłce nożnej. Sprawę potwierdził minister sportu Ukrainy Matwij Bidny.
„Bardzo logiczne byłoby powtórzenie tego udanego przedsięwzięcia” — powiedział Bidny, nawiązując wprost do Euro 2012, które Polska i Ukraina zorganizowały wspólnie. To właśnie ten turniej ma być punktem odniesienia dla ewentualnej mundialowej kandydatury.
Kalendarz FIFA nie zostawia tu jednak wielu opcji. Mistrzostwa świata 2030 odbędą się w Hiszpanii, Portugalii i Maroku, edycja 2034 trafiła już do Arabii Saudyjskiej. Zostaje więc rok 2038 — to najbliższy wolny termin, o który mogłaby ubiegać się para Polska–Ukraina.
Jak podaje Politico, temat wspólnej kandydatury miał wrócić w prywatnych rozmowach przy okazji Konferencji Odbudowy Ukrainy 2026 w Gdańsku. I trudno oderwać ten kontekst od skali zniszczeń wojennych — potrzeby odbudowy i napraw w Ukrainie oszacowano na niemal 588 miliardów dolarów w perspektywie najbliższej dekady. Liczba nie wzięła się znikąd — to wspólna ocena rządu Ukrainy, Banku Światowego, Komisji Europejskiej i ONZ.
Cień wojny nad stadionami
Skalę zmian, jakie zaszły w kraju od czasów Euro 2012, najlepiej pokazuje Donbas Arena w Doniecku — tam rozegrano wtedy pięć meczów turnieju. Część Donbasu zajęli wspierani przez Rosję separatyści już w 2014 roku. Od tamtej pory sytuacja tylko się pogarszała.
1 września na forum ONZ padły słowa, że w Ukrainie nie ma już bezpiecznego miejsca. Dane za pierwszą połowę 2026 roku pokazują skalę problemu dobitnie — liczba ofiar cywilnych była o 114 procent wyższa niż w tym samym okresie 2024 roku.
Na tym tle ewentualna kandydatura na mistrzostwa świata 2038 pozostaje na razie ideą sondowaną w kuluarowych rozmowach, nie oficjalnym projektem. Dla Ukrainy — jak podkreślił minister Bidny — byłaby to jednak naturalna kontynuacja sukcesu sprzed lat.