„Po takim wyniku trudno cokolwiek powiedzieć, ciężko znaleźć jakiekolwiek pozytywy” – powiedział na konferencji prasowej po meczu trener Lechii Gdańsk Władysław Łupaszko. Ukrainiec komentował porażkę swojego zespołu 0:6 z Jagiellonią Białystok, po której Lechia odpadła z rozgrywek Pucharu Polski.
Wymówek nie szukał. Zwrócił jednak uwagę na okoliczności spotkania – jego zespół nie zagrał w optymalnym składzie, a jeden z zawodników, Szczepankiewicz, nie był fizycznie gotowy na ten mecz. Jagiellonia z kolei, choć przed tym starciem rotowała w lidze siedmiu czy ośmiu zawodników, i tak wystawiła skład, z którym Lechia sobie nie poradziła.
Słowa przed meczem wróciły jak bumerang
Jeszcze przed spotkaniem trener Lechii mówił, że poziom Jagiellonii „nie jest poziomem Lechii”. Po 0:6 musiał tę ocenę zrewidować. „Musimy przyznać, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na taki poziom” – przyznał Łupaszko. Dodał przy tym, że białostocka ekipa w tygodniu przed meczem z Lechią rozegrała trzy spotkania, a zastosowane rotacje w składzie były dla niej pierwszymi w tym sezonie.
Jak przypomniał trener, klub z Gdańska celowo szukał mocnego sparingpartnera. „Podczas przerwy reprezentacyjnej postawiliśmy sobie za cel znalezienie sparingpartnera z Ekstraklasy” – wyjaśnił Łupaszko, odnosząc się do decyzji o rozegraniu meczu z Jagiellonią.
Mimo wysokiej porażki szkoleniowiec próbował zachować dystans. „Lepiej raz przegrać w ten sposób niż sześć razy po 0:1” – powiedział, sugerując, że pojedyncza wysoka porażka w pucharze jest mniej szkodliwa niż seria minimalnych strat punktowych w lidze. Podkreślił też, że głównym celem zespołu pozostają mecze ligowe.
Na analizowanie porażki czasu jednak nie ma. Już w sobotę Lechia Gdańsk zagra w lidze z Unią Skierniewice.