Jak awansować do Ligi Mistrzów, przegrywając pierwszy mecz i tracąc gola już w 10. minucie rewanżu? Sabah FK znalazł na to sposób w doliczonym czasie gry, a kluczową rolę odegrał w tym Tymoteusz Puchacz.
Azerbejdżański klub w pierwszym meczu IV rundy eliminacji, rozegranym w Bukareszcie, przegrał z Hapoelem Beer Szewa 1:2. Rewanż zaczął się fatalnie. Już w 10. minucie błąd bramkarza Sabah FK przy wyprowadzeniu piłki wykorzystał Igor Zlatanović i ustalił wynik na 1:0 dla Izraelczyków. Mistrz Azerbejdżanu musiał gonić wynik od pierwszych minut.
Odpowiedź przyszła w 38. minucie, gdy Christian Nwachukwu trafił ze środka pola karnego, wyrównując na 1:1. Po zmianie stron role znów się odwróciły – w 61. minucie Guy Mizrahi dał prowadzenie Hapoelowi. Umarali Rachmonalijew doprowadził do wyrównania w 74. minucie, ustalając wynik na 2:2.
94. minuta i szaleństwo dogrywki
Mecz zmierzał już w stronę dogrywki, gdy w 94. minucie Tymoteusz Puchacz dośrodkował z rzutu rożnego, a Tellur Mutallimow uderzeniem z woleja umieścił piłkę w siatce, dając prowadzenie 3:2. Chwilę później zrobiło się jeszcze ciekawiej. W 100. minucie Djibril Diop z Hapoelu Beer Szewa obejrzał drugą żółtą kartkę i został wykluczony z gry. Dwie minuty po tym Orphe Mbina podwyższył na 4:2, a w 115. minucie kontratak Sabah FK wykończył Joy-Lance Mickels, trafiając pod poprzeczkę i ustalając wynik na 5:2.
Ostatecznie Sabah FK triumfował w rewanżu aż 5:2 po dogrywce. Dzięki temu zwycięstwu w całym dwumeczu azerbejdżański klub z Tymoteuszem Puchaczem w składzie awansował do fazy grupowej kwalifikacji Ligi Mistrzów.