Ferran Torres wchodzi na boisko w finale mistrzostw świata jako rezerwowy. Kilka minut później pokonuje Emiliano Martineza i strzela jedynego gola meczu z Argentyną. Ten gol dał Hiszpanii pierwszy od 16 lat tytuł mistrza świata. I właśnie ten gol, jak twierdzi psycholog sportowy, uruchomił łańcuch zdarzeń, który kilka dni później zaprowadził Torresa z Barcelony do Paris Saint-Germain.
W nowym klubie napastnik trafił ponownie pod skrzydła Luisa Enrique, z którym pracował już wcześniej. Efekt widać w liczbach. Siedem bramek w sześciu meczach dla PSG – takiego tempa Torres nie prezentował od dawna.
O źródłach tej przemiany mówi Carles Marcos, psycholog i coach, w rozmowie z gazetą „Sport”. Jego zdaniem charakter Torresa nigdy się nie zmienił. „Ferran Torres zawsze był bardzo ambitną osobą, która chciała realizować swoje cele w maksymalnym stopniu. Mimo krytyki w Barcelonie niezmiennie pozostawał uparty w dążeniu do swoich celów” – ocenia Marcos.
Zmieniło się coś innego – pewność siebie. Marcos bez wahania wskazuje na finał mundialu jako punkt zwrotny. „Ten gol dał mu całą potrzebną pewność siebie, żeby przejść do innego zespołu i zmierzyć się tam z ogromną konkurencją” – mówi psycholog.
Uznanie, którego zabrakło w Barcelonie
Torres nie krył w Barcelonie frustracji wynikającej z krytyki, jaka go tam spotykała. Marcos widzi w transferze do PSG próbę odbudowania tego, czego katalońskiemu klubowi nie udało się dać piłkarzowi. „Szuka tego uznania, którego nie znalazł w Barcelonie” – podsumowuje.
Psycholog studzi jednak entuzjazm wokół dobrego otwarcia sezonu. Miejsce w składzie PSG trzeba sobie wywalczyć, a konkurencja w tej drużynie należy do najostrzejszych w Europie. „Musi zapracować na swoje minuty, przystosować się do nowych kolegów i walczyć o miejsce. Na razie wygląda jednak na to, że mu się to udaje” – zaznacza Marcos.