Druga żółta kartka tego zgrupowania przypieczętowała sprawę. Lewandowski obejrzał ją w pierwszej połowie meczu z Rumunią, który Polska wygrała 6:0. Kilka dni później, w starciu ze Szwecją, kapitan zobaczył kolejne ostrzeżenie i zszedł z boiska po kilku minutach gry – spotkanie skończyło się przegraną 1:3. Rachunek jest prosty: z Bośnią i Hercegowiną Lewandowski nie zagra, bo zawieszenie za żółte kartki wyklucza go z kadry meczowej.
W oficjalnym zestawieniu na mecz z Bośniakami numer 9 – od lat kojarzony wyłącznie z Lewandowskim – dostał Mateusz Żukowski, zawodnik Magdeburga. To nie przypadek. Żukowski już raz w trakcie tego zgrupowania wyszedł w podstawowym składzie, grając od pierwszej minuty meczu ze Szwecją.
Urban: „To nie żarcik”
Na konferencji prasowej selekcjoner Jan Urban został wprost zapytany, kto zastąpi Lewandowskiego w ataku. Odpowiedział bez wahania i właściwie od razu wyjaśnił, czemu wybór jest jeden.
„To taki żarcik, chyba co? A ilu mamy napastników? Dwóch? Ja widzę jednego napastnika. 'Świder’ to taka dziesiątka, która czasami zagra na dziewiątce. Z kolei Żukowski zaczął strzelać bramki w Magdeburgu i stał się napastnikiem. Mamy go jednego na tę pozycję”.
Słowa trenera nie pozostawiają wątpliwości. Formacja ataku w tej kadrze jest wąska, a Żukowski – strzelając gole w barwach Magdeburga – sam wywalczył sobie miejsce jedynego naturalnego „dziewiątki”. Czy odnajdzie się w numerze, który od lat budzi skojarzenia z jednym, konkretnym nazwiskiem? To pokaże już samo boisko.