„To bolesna porażka, ponieważ przyszła po naszym najlepszym meczu” – takimi słowami szkoleniowiec warszawskiej drużyny skomentował wynik starcia z Lechem Poznań przy Łazienkowskiej.
Legia Warszawa przegrała to spotkanie 1:2. Jedyną bramkę dla gospodarzy zdobył Bogdan Wjunnyk – Lech odpowiedział jednak dwoma trafieniami i to ekipa z Poznania ostatecznie zgarnęła trzy punkty.
Papszun nie krył rozczarowania, choć samą postawę zespołu oceniał wysoko. „Wykreowaliśmy sobie pięć sytuacji strzeleckich, co przeciwko takiemu zespołowi jak Lech nie jest łatwe” – zauważył trener Legii. Problem, jak sam podkreślał, leżał nie w planie na mecz, a w jego wykonaniu pod bramką rywala.
Szkoleniowiec przekonywał, że drużyna dobrze wypadła niezależnie od fazy gry. „Drużyna wyglądała dziś kompleksowo we wszystkich fazach” – ocenił Papszun. Efekt końcowy go jednak nie satysfakcjonował. „Bylibyśmy zawiedzeni remisem, więc co dopiero po przegranej” – dodał, nie pozostawiając wątpliwości, że oczekiwał zwycięstwa.
Nie oszczędzał przy tym swojego zespołu w kwestii skuteczności. „Ten mecz pokazuje, ile jeszcze pracy przed nami. Musimy mieć jakość albo poprzez rozwój zawodników, których mamy, albo poprzez skauting. Bo takie okazje na tym poziomie trzeba wykorzystywać” – stwierdził, wskazując na wyzwania stojące przed klubem.
Papszun i Frederiksen bez konfliktu
Przed meczem Papszun wymienił się zdaniami z Nielsem Frederiksenem, trenerem Lecha Poznań. Duński szkoleniowiec po spotkaniu podsumował tę sytuację krótko: „Najważniejsze, że z trenerem okazaliśmy sobie szacunek przed i po meczu”.
Papszun zaprzeczył, że słowna wymiana miała podgrzać atmosferę przed derbowym starciem. „Nie piję, nie biorę używek i nie mam pomroczności, żeby nie być świadomym tego, co powiedziałem. Umówmy się: wy, dziennikarze mieliście pożywkę, ale tak naprawdę nic wielkiego się nie stało. Nikt nie powiedział nic złego” – powiedział trener Legii, uznając całą sprawę za wydmuszkę medialną.
Na koniec zwrócił się do kibiców zebranych na Łazienkowskiej. Podziękował im za doping przez całe 90 minut meczu – wynik końcowy, mimo wszystko, nie dał im powodów do radości.