Sierpień, Kolonia. W klubie ważą się losy pozycji bramkarza, a na biurku włodarzy Legii Warszawa ląduje oferta warta 8 mln euro. Jak podał rumuński portal iamsport.ro, tyle za Otto Hindricha zaproponował 1.FC Koeln. Odpowiedź z Warszawy brzmiała: nie.
Stołeczny klub oczekiwał za swojego golkipera 10 mln euro i nie zamierzał zejść poniżej tej granicy. Rozmowy urwały się jednak głównie z innego powodu. Kibice Legii otwarcie sprzeciwili się pomysłowi wypuszczenia Hindricha do Bundesligi, co ostatecznie przesądziło o zerwaniu negocjacji.
Hindrich, dziś 24-latek, trafił do Legii zimą z CFR Cluj za 600 tys. euro. Rumuński klub nie stracił jednak w nim całkowicie udziałów finansowych — w umowie zapisano 10-procentową klauzulę od przyszłego transferu zawodnika. Gdyby latem doszło do sprzedaży za 8 mln euro zaoferowane przez 1.FC Koeln, CFR Cluj mogłoby liczyć na 800 tys. euro.
Numer jeden w Legii i kadrze Rumunii
Bramkarz nie ma powodów, by czuć się w Warszawie zbędny. W tym sezonie ligowym wystąpił we wszystkich dziewięciu meczach Legii, dwukrotnie zachowując czyste konto. Nad jego formą czuwa trener Marek Papszun, który postawił na Ottona jako pierwszego wyboru między słupkami.
Zaufaniem darzy go też selekcjoner reprezentacji Rumunii Gheorghe Hagi — powołał Hindricha na pierwsze cztery mecze nowej edycji Ligi Narodów. W przegranym 1:2 starciu ze Szwecją to jednak nie on bronił bramki narodowej drużyny. Hindrich zasiadał na ławce rezerwowych, a między słupkami stanął Ionuț Radu.
Otto Hindrich pozostaje więc bramkarzem Legii Warszawa. Temat jego transferowej przyszłości z pewnością jednak wróci, gdy tylko rynek znów się otworzy.