Styczeń. Raul Asencio po raz pierwszy czuje, że z piszczelem jest coś nie tak. Dziewięć miesięcy bólu później trzeba było go operować – pękniętą kość piszczelową. W otoczeniu młodego obrońcy Realu Madryt coraz głośniej mówi się, że sztab medyczny klubu mógł poprowadzić tę sprawę inaczej, lepiej.
Przez te dziewięć miesięcy Asencio trenował i grał z nawracającym bólem, mimo że jego stan w ogóle nie pozwalał na normalne przygotowania. Klub od samego początku obstawał przy leczeniu zachowawczym. Lekarze postawili na małoinwazyjny zabieg, który miał usunąć nieprawidłowe komórki z obszaru blizny i źle zrośniętego zgrubienia kości. Nic z tego – efekt wyszedł zupełnie inny od zakładanego.
Latem rozważano operację, postawiono na odpoczynek
Po zakończeniu sezonu w klubie zastanawiano się nad operacją Asencio – licząc, że przerwa między rozgrywkami pozwoli skrócić jego absencję. Ostatecznie lekarze zdecydowali inaczej: lepszym rozwiązaniem miał być odpoczynek i rehabilitacja. Jak się okazało, decyzja przedwczesna. W sierpniu problem z kością wrócił. I tym razem Asencio dostał już zielone światło na operację.
Jak podaje „Marca”, osoby z otoczenia piłkarza sceptycznie patrzyły na stanowisko sztabu medycznego już wcześniej – uważały, że twierdzenie, jakoby operacja nie była konieczna, bo problem da się rozwiązać innymi metodami, było błędem. Po sierpniowym nawrocie i ostatecznej operacji to rozczarowanie jest jeszcze większe.
Teraz byłby już w pełni sprawny – żałują rozczarowane osoby z otoczenia piłkarza, na które powołuje się „Marca”.
Zabieg wykonano w trakcie trwającego sezonu. Dla obrońcy oznacza to przerwę liczoną w miesiącach. Boli to tym bardziej, że Asencio liczył na dobrą formę – miała mu otworzyć drzwi do składu Jose Mourinho. Portugalczyk przejął ławkę Realu latem, a to właśnie u niego piłkarz chciał sobie wywalczyć miejsce.
Na razie nie wiadomo, kiedy Asencio wróci do gry. Klub podkreśla, że wszystko zależy od przebiegu rehabilitacji i reakcji organizmu na leczenie.