Ile jeszcze może potrwać posucha strzelecka napastnika, którego klub ma już zapewnione miejsce w fazie play-off? Chicago Fire przegrało na wyjeździe z New England Revolution 0:1, a Robert Lewandowski po raz kolejny zszedł z boiska bez gola. Porażka nie zmienia jednak sytuacji drużyny z Illinois – udział w fazie pucharowej MLS mają już zagwarantowany, a do tego po raz pierwszy od 17 lat Chicago Fire awansowało do play-off dwa sezony z rzędu.
Na Gillette Stadium w Foxborough zebrało się ponad 68 tysięcy widzów. O wyniku zdecydowała jedna akcja, w 26. minucie: Carles Gil po solowym rajdzie w polu karnym podał do Matta Polstera, ten uderzył płasko po ziemi i pokonał bramkarza Chicago Fire Chrisa Brady’ego.
Same statystyki posiadania piłki mówiły co innego niż wynik. Chicago Fire rozgrywało akcje przy piłce aż 62 proc. czasu meczu i oddało sześć strzałów na bramkę rywali wobec czterech ze strony New England Revolution. Przewaga na boisku jednak nie przełożyła się na gola – Lewandowski, jak i cała resztą zespołu, nie zdołał przebić się przez obronę gospodarzy, choć na boisku spędził pełne 90 minut.
Lewandowski czeka na gola od 10 września
Ostatni ligowy gol Polaka padł 10 września, w zremisowanym 1:1 meczu z Interem Miami. Od tamtej pory minęło już kilka kolejek. Bilans Lewandowskiego w tym sezonie MLS zatrzymał się na 15 meczach, 6 golach i 3 asystach. Do tego porażka z New England Revolution jest dla Chicago Fire już drugą z rzędu.
Tabela Konferencji Wschodniej dobrze pokazuje, jak blisko siebie plasują się oba zespoły: New England Revolution zajmuje trzecie miejsce, Chicago Fire jest zaraz za nim, na czwartej pozycji. Sezon regularny ma jeszcze cztery kolejki, a ostatnią z nich Chicago Fire rozegra 7 listopada. Czasu na odzyskanie formy strzeleckiej przed play-off – do którego awans jest już pewny – Lewandowski ma więc jeszcze kilka szans.