35-letni obrońca, bez klubu od miesięcy, w szatni FC Porto? Brzmi jak zaskoczenie, ale portugalskie media twierdzą, że mistrzowie kraju faktycznie chcą sprowadzić Chrisa Smallinga. Jako pierwszy napisał o tym portal maisfutebol.iol.pt.
Walizek na stałe Anglik jeszcze nie pakuje. Zanim dojdzie do podpisu, musi przejść badania medyczne – bez nich żaden transfer się nie domknie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Smalling zwiąże się z klubem do końca obecnego sezonu, a Porto zachowa opcję przedłużenia umowy o kolejny rok.
Okno transferowe formalnie jest już zamknięte, ale to akurat nie stanowi przeszkody. Smalling pozostaje wolnym zawodnikiem, więc Porto może zarejestrować go poza standardowymi terminami.
Kariera, która zna Mourinho na pamięć
Nowego pracodawcy Smalling szukał od dłuższego czasu. Bez klubu został po zakończeniu przygody z saudyjskim Al-Fayha. Wcześniej spędził pięć lat w AS Romie, a jeszcze dłużej grał w Manchesterze United. W obu klubach pracował pod wodzą Jose Mourinho – trenera, którego nazwisko wciąż otwiera niejedne drzwi w europejskim futbolu.
Na papierze reprezentacyjny dorobek Anglika też robi wrażenie: 31 meczów w kadrze Anglii, w tym występy na mistrzostwach świata w 2014 roku i na Euro 2016.
Skąd akurat teraz zainteresowanie piłkarzem, który od miesięcy trenował sam? Odpowiedzi trzeba szukać nie na boisku, a w klinice. Klub Francesco Fariolego potrzebuje dodatkowego obrońcy, bo kłopoty zdrowotne dopadły Nehuena Pereza. Argentyńczyk wrócił do gry w sierpniu po dłuższej przerwie i 8 września rozegrał pełne 90 minut przeciwko Manchesterowi City. Chwilę później znów złapał uraz – od blisko dwóch tygodni jest pod opieką sztabu medycznego, choć w środę wrócił już do treningów w ograniczonym zakresie.
To właśnie ta luka w kadrze otwiera drzwi dla Smallinga. Na co dzień środek defensywy Porto opiera się na duecie Jakub Kiwior – Jan Bednarek, dwóch reprezentantach Polski, którzy wywalczyli już sobie miejsce w wyjściowym składzie Fariolego. Przyjście doświadczonego Anglika oznaczałoby dla nich realną konkurencję o skład, a nie tylko uzupełnienie kadry na papierze.