„Dwie wygrane, dwa remisy i aż dwanaście porażek – to bilans reprezentacji Polski w wyjazdowych meczach ze Szwecją”. Ta jedna liczba tłumaczy więcej niż jakikolwiek pomeczowy komentarz.
Od 96 lat Polska nie potrafi wygrać na wyjeździe ze Szwecją. W całej historii wzajemnych spotkań udało się to raptem dwa razy. Pierwszy raz w 1922 roku, drugi – i jak na razie ostatni – 28 września 1930 roku, gdy Polacy wygrali 3:0. Bramki strzelali wówczas Józef Ciszewski, autor dwóch goli, oraz Józef Smoczek. Drużyną kierował wtedy selekcjoner Stefan Loth. Warto dopowiedzieć, że oba te historyczne triumfy padły w meczach towarzyskich, nie w spotkaniach o punkty.
Od tamtej pory minęło niemal sto lat, a Szwecja wciąż jest dla Polaków twierdzą nie do zdobycia. Na wyjeździe, licząc z perspektywy Polski, drużyny zmierzyły się już 16 razy. Najboleśniej zapisał się w pamięci marcowy baraż o awans na mistrzostwa świata, przegrany 2:3 – cios, po którym trudno było się otrząsnąć.
Kolejna porażka, kolejne błędy
Serii nie udało się przerwać także w poniedziałek, w 2. kolejce Ligi Narodów. Polska przegrała 1:3, a mecz obnażył całą serię kompromitujących błędów w defensywie. Boli to tym bardziej, że stawką był awans w dywizji B – teoretycznie niższej klasie niż europejska elita.
Liczby nie kłamią: dwie wygrane, dwa remisy, dwanaście porażek na szesnaście wyjazdowych starć. Kibice wciąż czekają na przełamanie. Historia tymczasem uparcie tkwi w roku 1930.