Stracić trzy bramki w pierwszym meczu, przegrywać dwumecz po 20 minutach rewanżu aż 0:4 – i mimo to zameldować się w fazie ligowej Ligi Mistrzów? Brzmi jak niemożliwe. LASK znalazł na to sposób we wtorkowy wieczór.
Austriacy jechali do rewanżu z Celtic FC z bagażem porażki 0:3 z pierwszego spotkania. Sytuacja pogorszyła się jeszcze przed przerwą, gdy Callum McGregor w 22. minucie podwyższył prowadzenie Celtiku, dając Szkotom komfortowe 4:0 w dwumeczu. Dziesięć minut później, w 32. minucie, kontaktową bramkę zdobył Moses Usor. Po zmianie stron gospodarze przejęli inicjatywę całkowicie: w 48. minucie na 2:1 trafił Robert Ljubicić, a dziesięć minut później, w 58., dublet w tym meczu zaczął zapisywać Samuel Adeniran, ustalając wynik na 3:1. Najbardziej dramatyczny moment nadszedł jednak w doliczonym czasie regulaminowych 90 minut – Florian Flecker strzelił na 4:1, wyrównał stan dwumeczu i wymusił dogrywkę.
W przedłużonym czasie gry LASK nie zwolnił tempa. W 109. minucie Samuel Adeniran skompletował dublet, podwyższając na 5:1. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5:1 po dogrywce, a to oznaczało awans austriackiego klubu do Ligi Mistrzów kosztem Celtic FC.
Bodo/Glimt bez niespodzianek
Drugi wtorkowy rewanż wyglądał zupełnie inaczej – żadnych nerwów, żadnych zwrotów akcji. Bodo/Glimt, broniąc przewagi 3:1 z pierwszego meczu, rozprawił się z NEC Nijmegen 3:0 u siebie. Holendrzy, którzy walczyli o historyczny debiut w Lidze Mistrzów, nie mieli żadnych argumentów.
Norwegowie strzelili już w 5. minucie – Fredrik Bjorkan wykorzystał podanie Jensa Pettera Hauge. Ten sam Hauge chwilę później zaliczył drugą asystę w tym meczu, podając do Sondre Auklenda, który płaskim uderzeniem podwyższył na 2:0. Trzecią bramkę Bodo/Glimt zafundował sobie sam NEC – w 73. minucie do własnej siatki trafił Deveron Fonville.
Na rozstrzygnięcia w pozostałych czterech parach IV rundy eliminacyjnej kibice będą musieli poczekać do środy – wszystkie rewanże zaplanowano na godzinę 21.