Czy Gheorghe Hagi poda się do dymisji, jeśli w poniedziałek Rumunia przegra ze Szwecją? Właśnie to pytanie zdominowało konferencję prasową 61-letniego selekcjonera. Od tygodni słyszy on coraz bardziej natarczywe pytania o swoją przyszłość na ławce reprezentacji.
Bilans Hagiego na stanowisku selekcjonera trudno nazwać powodem do spokoju. W dwóch meczach towarzyskich jego zespół zremisował 1:1 z Gruzją i wygrał 2:1 z Walią. W Lidze Narodów było już gorzej – same rozczarowania: porażka 1:2 ze Szwecją, 2:4 z Bośnią i Hercegowiną, a na końcu bolesne 0:6 z Polską. Sam trener nie szukał wymówek. „Dla mnie to po prostu słaby początek w wykonaniu rumuńskiej drużyny. Dopiero zaczynam tę drogę i mam nadzieję odmienić sytuację” – przyznał, dodając wprost, że obecny start jest nieudany. „Jasne jest więc, że to nieudany początek – wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę i jest nam przykro”.
Pytania o przyszłość padały z dwóch stron. Szwedzki dziennikarz zapytał bezpośrednio, czy Hagi pozostanie selekcjonerem w razie porażki w poniedziałkowym meczu. Rumun odpowiedział po swojemu, krótko i bez ogródek: „W sporcie nie ma żadnego 'jeśli’. Takie słowo nie istnieje. Zobaczymy jutro”.
„Decyzję podejmę, gdy nadejdzie na to czas”
Jeszcze dalej poszedł rumuński reporter, pytając trenera wprost, czy zamierza podać się do dymisji. Hagi nie uciekł od odpowiedzi, choć zostawił sobie pole do manewru. „Podejmę decyzję, gdy nadejdzie na to czas. Mam nadzieję zostać jak najdłużej. Przyszedłem do reprezentacji, by sprawić, że zacznie ona dobrze grać. Potrzebujemy zwycięstwa, bo ono buduje pewność siebie i daje radość” – zapowiedział selekcjoner przed meczem ze Szwecją.
Legenda rumuńskiej piłki zadeklarowała też, że nie będzie się trzymać stanowiska wbrew sobie. „W chwili, gdy nie będę mógł – lub poczuję, że nie mogę – tego robić, oczywiście ustąpię ze stanowiska, tak jak zrobiłem to, będąc zawodnikiem. Gdy uznam, że nie podołam, usunę się w cień. To kwestia honoru” – zadeklarował Hagi.
A co z piątkowym pogromem w meczu z Polską? Trener wskazał na moment przełomowy spotkania. „W meczu w Polsce graliśmy dobrze, a nawet bardzo dobrze, dopóki graliśmy w pełnym składzie – dotrzymywaliśmy rywalom kroku. Jednak później, gdy straciliśmy zawodnika, sytuacja stała się znacznie trudniejsza” – ocenił, odnosząc się do czerwonej kartki, po której gra Rumunów rozpadła się do porażki 0:6.