Portugalia prowadziła z Norwegią 2:1 w Oslo. Doliczony czas gry, kilka sekund do końca – i nagle scena, o której po meczu mówiono więcej niż o samym wyniku. Bernardo Silva, dopiero co wprowadzony na boisko, spóźnił się z interwencją i mocno trafił Martina Odegaarda w okolice kostki. Norweski kapitan zareagował od razu – ruszył w stronę Portugalczyka, rzucając w jego stronę ostre słowa, które bez trudu wyłapały kamery telewizyjne.
Po spotkaniu Odegaard opowiedział o zajściu stacji TV2. „Dostałem w kostkę. Prawdopodobnie dzisiaj nie będzie z nią najlepiej, ale mam nadzieję, że w ciągu kilku dni sytuacja się poprawi. To było z jego strony bezmyślne. Po prostu mnie skosił, długo po tym, jak oddałem piłkę. Nie rozumiem, co on robi” – powiedział. Gdy dziennikarz dopytał, co dokładnie padło w wymianie zdań z Bernardo Silvą, Norweg wolał nie wchodzić w szczegóły. „Co mu powiedziałem? Myślę, że nie powinniśmy o tym rozmawiać w telewizji” – odpowiedział.
Samego wejścia jednak nie oszczędzał. „Musicie zapytać jego. Nie wiem, co on wyprawia. Dla czegoś takiego nie ma miejsca na boisku. Szkoda, że ludzie zachowują się w ten sposób, ale takie jest życie” – stwierdził. Dodał przy tym, że piłkarz Realu Madryt nawet nie przeprosił.
Głos zabrał też Patrick Berg, który nie miał wątpliwości, że faul był zamierzony. „To było brzydkie. To celowe wejście, w którym po prostu go kopie. Zupełnie niepotrzebne. To bardzo irytujące, wyglądało na to, że Martin naprawdę mocno ucierpiał” – ocenił. Nieco łagodniej spojrzał na sprawę zawodnik Benfiki Andreas Schjelderup: „To część gry. Brzydkie, spóźnione wejście. Trochę przesadzone, ale niestety sędziowie nie są w stanie zobaczyć wszystkiego” – powiedział.
Portugalczycy bagatelizują sprawę
Po drugiej stronie tonacja była zgoła inna. Goncalo Ramos wzruszył ramionami – jego zdaniem takie sytuacje po prostu zdarzają się w piłce. „Takie rzeczy zdarzają się w każdym meczu. To część gry” – powiedział. Sam Bernardo Silva, zaczepiony przez norweskiego dziennikarza w strefie mieszanej, nie zamierzał się rozwodzić. Rzucił krótkie „To futbol, przyjacielu” i poszedł dalej, nie czekając na kolejne pytania.
Skutki faulu widać było gołym okiem – Odegaard schodził z Ullevaal Stadion wyraźnie kulejąc. Kapitan Norwegii przyznał, że kostka boli, ale liczy, że to nic poważnego i zdąży dojść do siebie przed czwartkowym meczem Ligi Narodów z Walią.