Dlaczego Robert Lewandowski w ostatniej chwili wyszedł na murawę z innym dzieckiem niż to, które pierwotnie stało u jego boku? Odpowiedź kryje się w osobistej historii, o której kapitan reprezentacji mógł w tunelu nie mieć pojęcia. Teraz sprawę wyjaśnił PZPN.
Przed meczem Polska – Bośnia i Hercegowina prezes PZPN Cezary Kulesza podszedł w tunelu do Lewandowskiego i wskazał mu innego chłopca do eskorty. Kapitan posłuchał – na boisko wyszedł z dzieckiem wskazanym przez prezesa, a z boku został chłopiec, który stał przy nim od samego początku. Całe zdarzenie zarejestrowały kamery, a nagranie momentu zamiany błyskawicznie obiegło sieć.
Komentarze posypały się, zanim ktokolwiek poznał kulisy. Dopiero później, w rozmowie z portalem meczyki.pl, Kulesza wyjaśnił, że znał matkę chłopca, którego podprowadził do Lewandowskiego. Kobieta zmarła w 2025 roku. Prezes PZPN wiedział, że jej syn marzył o wspólnym wyjściu na boisko z Lewandowskim – i właśnie dlatego zdecydował się na tę interwencję w tunelu.
PZPN naprawia sytuację pominiętego chłopca
Federacja nie zostawiła jednak bez odpowiedzi losu chłopca, który w Zenicy ostatecznie nie wyszedł na murawę z kapitanem. Sekretarz generalny PZPN Łukasz Wachowski porozmawiał z jego rodzicami i ustalił, że chłopiec wyjdzie na murawę z kapitanem reprezentacji Polski podczas meczu Polska – Szwecja. Spotkanie odbędzie się 17 listopada we Wrocławiu. Jako pierwszy poinformował o tym na platformie X dziennikarz Tomasz Włodarczyk.
Jest jednak warunek, i wcale nie oczywisty. Aby chłopiec mógł wyjść na murawę właśnie z Lewandowskim, napastnik musi znaleźć się w podstawowym składzie na to spotkanie. A do tego czasu reprezentację czeka jeszcze gęsty terminarz. W najbliższy piątek Polska zagra z Rumunią w Warszawie – wcześniej, w ramach Ligi Narodów, biało-czerwoni zmierzyli się na wyjeździe z Bośnią i Hercegowiną 5 października, a 14 listopada czeka ich kolejny mecz z Rumunią.