Czwarta minuta meczu. Patryk Walemark wbiega w pole karne, przyjmuje podanie od Pabla Rodrigueza i otwiera wynik. Tak zaczęła się niedzielna demolka na Bułgarskiej, gdzie Lech Poznań rozgromił Koronę Kielce 6:1 w 11. kolejce PKO BP Ekstraklasy.
Bohaterem wieczoru był Pablo Rodriguez. Hiszpański pomocnik Lecha zanotował dwa gole i dwie asysty. Najpierw huknął na 2:0 po podaniu Joela Pereiry, chwilę później asystował przy trzeciej bramce – jego podanie, będące efektem rajdu Walemarka, wykorzystał Mikael Ishak. Do przerwy Lech prowadził już 4:0, a czwartego gola w doliczonym czasie pierwszej połowy Rodriguez dołożył już sam, mijając bramkarza Xaviera Dziekońskiego w sytuacji sam na sam.
Co ciekawe, jeszcze niedawno Hiszpan był w niełasce – podpadł trenerowi Nielsowi Frederiksenowi za niesubordynację i zabrakło go w wyjściowym składzie na przegrany 0:4 mecz z Bayerem Leverkusen w Lidze Europy. Tym razem odpowiedział w najlepszy możliwy sposób.
Dla kapitana Lecha, Mikaela Ishaka, gol na 3:0 był dopiero drugim ligowym trafieniem w tym sezonie. Wcześniej Szwed zmarnował okazję sam na sam, posyłając piłkę nad poprzeczką. Błąd naprawił jednak po przerwie, zdobywając piątą bramkę gospodarzy po kolejnej asyście Rodrigueza.
Groźny incydent z udziałem Lingra
Mecz miał też mroczniejszy epizod. Ondrej Lingr, czeski pomocnik Korony, opuścił boisko w karetce po tym, jak Radosław Murawski uderzył go barkiem w szczękę. Zastąpił go Martin Remacle, a jego strzał chwilę później obronił, wybijając piłkę na rożny, bramkarz Lecha Mateusz Lis. Lis popisał się jeszcze jedną interwencją na początku drugiej połowy, instynktownie broniąc nogą uderzenie Mariusza Stępińskiego.
Trener Korony Jacek Zieliński próbował ratować sytuację – w przerwie zdecydował się aż na trzy zmiany. Honorowego gola dla gości, ustalającego wynik na 5:1, strzelił precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego Camilo Mena. Ostatnie słowo należało jednak do Lecha. Michal Gurgul zagrał do niepilnowanego Yannicka Agnero, który ustalił wynik na 6:1.
Dla Korony Kielce porażka może dziwić, bo w tym sezonie zespół lepiej radzi sobie na wyjazdach niż u siebie. Dla Lecha efekt wygranej jest z kolei wymierny – poznaniacy wyprzedzili w tabeli Legię Warszawa i tracą już tylko punkt do liderującego Górnika Zabrze, mając przy tym rozegrany jeden mecz mniej zarówno od Górnika, jak i od Legii. Teraz drużynę Nielsa Frederiksena czeka za cztery dni kolejne starcie w Lidze Europy.