Dominik Livaković dopiero co wygrał rywalizację o miejsce w bramce FC Barcelony. Czy właśnie ją stracił przez katastrofalne zgrupowanie z Chorwacją? Na przerwę kadrową jechał jako niepodważalny numer jeden swojej reprezentacji, a w klubie zdążył już wyprzedzić w hierarchii Wojciecha Szczęsnego, zastępując kontuzjowanego Joana Garcię. Wrócił z bilansem, który trudno nazwać inaczej niż koszmarem.
Cztery mecze, trzy porażki, 14 straconych goli. Jedynym światłym punktem zgrupowania było zwycięstwo 2:1 z Czechami. Potem przyszły dwie porażki z Hiszpanią – 1:4 i 1:2 – a na koniec klęska, która na długo zapisze się w historii chorwackiej piłki.
W Rijece Anglia rozbiła Chorwatów 7:0. To najwyższa porażka w historii tej reprezentacji – poprzedni rekord, 0:6 z Hiszpanią z 2018 roku, poszedł w zapomnienie. Livaković do przerwy wyciągał piłkę z siatki czterokrotnie. Po zmianie stron skapitulował jeszcze trzy razy.
Chorwacki nadawca publiczny HRT nie oszczędzał bramkarza Barcelony. Przy trzeciej bramce Anglii komentatorzy zwrócili uwagę, że na dośrodkowanie nie zareagowali ani obrońcy, ani sam Livaković. A kiedy Harry Kane podwyższał na 5:0? Komentarz był równie bezlitosny – defensywa i bramkarz „ponownie nie istnieli”.
Liczby nie zostawiają wątpliwości
Statystyki z Sofascore, przytoczone przez serwis Tportal, potwierdzają skalę zapaści. Livaković za mecz z Anglią otrzymał notę 5,5. Josip Stanišić dostał 4,9, Joško Gvardiol 5,0, Luka Vušković 5,3. Średnia ocena całej reprezentacji wyniosła 5,52. To obraz zespołu, który przez trzy starcia z Hiszpanią i Anglią stracił 13 z 14 goli całego zgrupowania.
31-letni Livaković wraca teraz do Barcelony w zupełnie innej sytuacji niż tę, którą opuszczał klub kilka tygodni temu. Joan Garcia, dotychczasowy pierwszy bramkarz katalońskiego zespołu, trenował już w środę z zespołem, choć decyzja o jego występie w meczu z Getafe wciąż nie została podjęta. Hansi Flick nie zamierza ryzykować zdrowiem swojego podstawowego golkipera – a to może oznaczać, że Livaković dostanie jeszcze jedną szansę, mimo fatalnych wyników z kadrą.
Co ciekawe, mimo słabej dyspozycji w Chorwacji, hiszpańskie media wskazują, że Livaković wciąż stoi wyżej w klubowej hierarchii niż Wojciech Szczęsny. Polak dostał swoją szansę po urazie Garcii w meczu z Racingiem, ale nie przekonał Flicka. „Mundo Deportivo” napisało wprost, że słaby występ Szczęsnego pomógł Livakoviciowi wskoczyć do podstawowego składu na kolejne spotkanie z Sevillą. Pytanie, które teraz wisi w powietrzu: czy 14 straconych goli z Chorwacją odwróci tę kolejność na nowo?