MKS Dąbrowa Górnicza pozostaje jedyną niepokonaną drużyną w PGE Basket Lidze. Zespół Artura Gronka wygrał na wyjeździe z PGE Startem Lublin 96:89, notując piąte zwycięstwo z rzędu na starcie sezonu. Lepszego początku rozgrywek klub nie miał odkąd gra w ekstraklasie. Po pięciu kolejkach bilans dąbrowian wynosi 5-0, co daje im samodzielne prowadzenie w tabeli.
Dla Gronka ten mecz miał posmak powrotu – to on wcześniej prowadził właśnie PGE Start. Gospodarze nie zamierzali jednak ułatwiać mu sprawy. Przez blisko 21 minut trzymali się na prowadzeniu, a spotkanie zmieniało oblicze raz za razem – 13 zmian lidera, 12 remisów. Wynik po kwartach: 22:22, 23:20, 23:23, 21:31. Dopiero ostatnie dziesięć minut przechyliło szalę na stronę przyjezdnych.
Z dystansu lublinianie strzelali tego wieczoru niemal bez błędu. 16 trójek i 48-procentowa skuteczność za trzy punkty – to dawało im jeszcze w czwartej kwarcie przewagę 71:65. Tyle że cały ten fajerwerk z linii trzypunktowej nie wystarczył, by dowieźć wynik do końca.
Joesaar rozbił obronę gospodarzy
Najlepszy w tym sezonie mecz zaliczył Janari Joesaar – 27 punktów, w tym 8 z 10 za trzy. Blisko ideału był też Daylen Kountz: 24 punkty, 9 z 12 z gry i pięć zbiórek. Jordan Hall dopisał do tego wszechstronną linię statystyczną – 16 punktów, 10 asyst, sześć zbiórek, trzy przechwyty. W punktowaniu pomogli też Kyle Lofton i Aundre Hyatt, po 15 każdy, oraz Martin Peterka z 12 na koncie.
U gospodarzy najlepiej punktował Anrijs Miśka – 17 oczek. Start jednak dopadły kadrowe kłopoty w końcówce: Courtney Ramey zasygnalizował uraz i opuścił parkiet dziewięć minut przed końcem, a Matthias Tass nie wystąpił w tym spotkaniu wcale. Bez tej dwójki lublinianie nie upilnowali przewagi z trzeciej kwarty i w decydujących minutach inicjatywę przejęli dąbrowianie.
To kolejny sygnał, że ekipa Gronka wchodzi w sezon z impetem, jakiego ten klub wcześniej nie znał. Bilans 5-0 i samotne prowadzenie w tabeli PGE Basket Ligi stawiają teraz MKS w roli faworyta w nadchodzących starciach.