⚡ Aktualnie:
Zaczynał z Adamkiem, dziś szkoli Canelo. Borek pokazał archiwalne zdjęcie Chyckiego Munguia obronił pas WBA w kategorii super średniej po walce z Nikitą Zonem Odeszli w 2026 roku. Te nazwiska zapisały się w historii sportu MOUZ rozgromiło Vitality i zajęło trzecie miejsce na PGL Masters Bucharest 2026 FURIA zdobywa tytuł PGL Masters Bucharest 2026, YEKINDAR mówi o odbudowie pewności siebie YEKINDAR: „Z wiekiem zrozumiałem, że najważniejsze jest to, co masz w głowie” Hamilton w wieku 41 lat zdobył pierwsze pole position dla Ferrari Tylko 0,001 s różnicy. Wyrównana walka w F1 przed GP Meksyku Pierwsze warszawskie derby na Torwarze. Dziki rozbiły broniącą tytułu Legię FEN znów oczkiem w głowie Pawła Jóźwiaka. Zapowiada mocny rozwój Zaczynał z Adamkiem, dziś szkoli Canelo. Borek pokazał archiwalne zdjęcie Chyckiego Munguia obronił pas WBA w kategorii super średniej po walce z Nikitą Zonem Odeszli w 2026 roku. Te nazwiska zapisały się w historii sportu MOUZ rozgromiło Vitality i zajęło trzecie miejsce na PGL Masters Bucharest 2026 FURIA zdobywa tytuł PGL Masters Bucharest 2026, YEKINDAR mówi o odbudowie pewności siebie YEKINDAR: „Z wiekiem zrozumiałem, że najważniejsze jest to, co masz w głowie” Hamilton w wieku 41 lat zdobył pierwsze pole position dla Ferrari Tylko 0,001 s różnicy. Wyrównana walka w F1 przed GP Meksyku Pierwsze warszawskie derby na Torwarze. Dziki rozbiły broniącą tytułu Legię FEN znów oczkiem w głowie Pawła Jóźwiaka. Zapowiada mocny rozwój

Na Thunderpick World Championship 2026 najchętniej wybieraną mapą była Dust2 — zagrano na niej aż dziewięć razy. Tuż za nią uplasowała się Mirage z ośmioma rozegranymi meczami. Podium zamknęła Nuke, która pojawiła się w puli pięciokrotnie.

Chwilę niżej, z czterema występami każda, znalazły się Ancient, Cache i Inferno. Na samym końcu stawki uplasowała się Anubis — zagościła na serwerach zaledwie trzy razy, mniej niż jakakolwiek inna mapa turnieju.

Nuke i Mirage najmocniejsze dla obrony

Jeśli chodzi o balans stron, prym wiedzie Nuke. To właśnie tam strona CT radziła sobie najlepiej w całym turnieju, wygrywając 66% rund. Terrorystom zostało zaledwie 34% — żadna inna mapa championshipu nie była aż tak jednostronna.

Mirage, choć cieszyła się dużą popularnością, też wyraźnie sprzyjała obrońcom: CT wygrywali tam 61% rund, atakujący jedynie 39%. Podobny układ, tyle że mniej skrajny, widać na Ancient — 57% dla CT wobec 43% dla T.

A najpopularniejsza Dust2? Mimo przewagi obrony okazała się najbardziej wyrównaną z map, na których górą byli CT — 54% do 46% na korzyść obrońców.

Cache i Inferno odwracają trend

Tylko na dwóch mapach turnieju górą byli terroryści: Cache i Inferno. Na Cache strona T wygrywała 53% rund, a na Inferno jeszcze mocniej — 55%. To właśnie Inferno okazała się najskuteczniejszą mapą dla ataku na całym Thunderpick World Championship 2026.

Osobno trzeba wspomnieć o Anubis. Grano na niej najrzadziej ze wszystkich map turnieju, a mimo to zanotowała idealny, równy podział — 50 na 50. To czyni ją najbardziej zrównoważoną mapą całych rozgrywek.

Dwie ostatnie rundy sezonu 2026 Formuły 1 – GP Kataru zaplanowany na 29 listopada i finałowy GP Abu Zabi wyznaczony na 6 grudnia – stanęły pod znakiem zapytania z powodu sytuacji na Bliskim Wschodzie. Od wiosny napięte są relacje USA z Iranem, a w ostatnich tygodniach do tego doszły ataki rebeliantów Huti na Arabię Saudyjską. Tyle wystarczyło, żeby w paddocku i mediach pojawiło się pytanie, czy końcowe rundy mistrzostw świata w ogóle odbędą się tam, gdzie pierwotnie zaplanowano.

Ostatecznej decyzji w sprawie zmian w kalendarzu wciąż nie ma. Organizatorzy wyścigu na torze Yas Marina zapewniają jednak, że przygotowania idą swoim torem, bez żadnych zakłóceń.

„Przygotowania do wyścigu trwają. Wszystko idzie zgodnie z planem. Nic się nie zmieniło. Jesteśmy bardzo podekscytowani i prawie gotowi” – powiedział Saif Rashid Al Nuaimi, dyrektor generalny Ethara, firmy odpowiedzialnej za organizację Grand Prix Abu Zabi, cytowany przez agencję GMM.

Al Nuaimi podkreślił, że prace nad tegoroczną edycją wyścigu prowadzone są od początku 2026 roku. „Nie przerwaliśmy przygotowań do GP Abu Zabi w sezonie 2026 ani na jeden dzień. Ciężko pracujemy od początku roku. Nie zaszły żadne zmiany w naszych planach” – zaznaczył szef Ethara. GP Abu Zabi od lat pełni rolę finału sezonu F1 – gdyby więc faktycznie doszło do jego odwołania, byłby to precedens bez analogii w historii kalendarza.

Plan B czeka na Imoli

Ostatnie słowo w sprawie wyścigów w Katarze i Abu Zabi i tak nie należy do lokalnych organizatorów – decydują władze serii F1. Na wypadek eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie przygotowały już plan awaryjny. Zakłada on odwołanie zarówno GP Kataru, jak i GP Abu Zabi, a w zamian rozegranie jednego wyścigu – GP Emilia Romagna na włoskiej Imoli, wyznaczonego na 6 grudnia. Taki scenariusz skróciłby cały sezon 2026 o jedną rundę.

Stawka finansowa jest ogromna. Kraje Bliskiego Wschodu płacą za same prawa do organizacji Grand Prix około 100 milionów dolarów. Mimo to w Imoli już teraz trwają przygotowania na wypadek, gdyby wyścig faktycznie trzeba było tam rozegrać: montowane są dodatkowe trybuny, a całe finansowe ryzyko tej operacji wzięła na siebie Formuła 1. Innymi słowy, seria gra na dwóch szachownicach naraz – oficjalnie podtrzymuje kalendarz z Katarem i Abu Zabi, a po cichu buduje europejskie zabezpieczenie na wypadek, gdyby sytuacja na Bliskim Wschodzie zmusiła ją do zmiany planów.

Thunderpick World Championship 2026 zakończyło się zwycięstwem drużyny FURIA. O tytuł mistrza rywalizowało osiem zespołów, a pula nagród turnieju wyniosła 1 000 000 dolarów. Gdy kurz po turnieju opadł, serwis bo3.gg wziął się za liczby i ułożył ranking dziesięciu najlepszych zawodników imprezy, biorąc pod uwagę ocenę, liczbę zabójstw i śmierci oraz średnie obrażenia zadawane na rundę.

Na szczycie zestawienia stanął m0NESY z Falcons — snajper, który zaliczył 11 map z oceną 6.6. To on zanotował najwyższy wskaźnik zabójstw spośród wszystkich uczestników listy: 0.80 na rundę, przy 0.60 śmierci i 78.10 obrażeń na rundę. Ciekawostka: KSCERATO z FURII zrównał się z nim pod względem oceny 6.6, ale pierwsze miejsce i tak przypadło m0NESY’emu dzięki lepszej końcowej pozycji w tabeli rankingowej.

Sam KSCERATO, Brazylijczyk z FURII, uplasował się tuż za liderem — na 12 mapach, z 0.74 zabójstw, 0.56 śmierci na rundę i aż 84.42 obrażeń na rundę.

Podium zamyka Magnojez z BetBoom Team, który rozegrał 16 map z oceną 6.5. Przy 0.77 zabójstw i 0.66 śmierci na rundę to właśnie on okazał się najskuteczniejszy pod względem obrażeń wśród wszystkich dziesięciu graczy rankingu, zadając średnio 85.17 jednostki na rundę.

Czwarte miejsce, z taką samą oceną 6.5, zajął Jimpphat z Aurora Gaming, autor 11 rozegranych map. Przy 0.75 zabójstw i 77.61 obrażeń na rundę jego mocną stroną była defensywa — 0.58 śmierci na rundę to najniższa wartość wśród wszystkich uczestników top-10. Piątkę zamknął molodoy, kazachski snajper FURII, z oceną 6.4 — na 12 mapach notował 0.75 zabójstw, 0.61 śmierci i 74.69 obrażeń na rundę.

Dalsza część stawki

Szóste miejsce, również z oceną 6.4, przypadło tureckiemu zawodnikowi Aurora Gaming, Wicadii, który na 11 mapach osiągnął 0.76 zabójstw, 0.67 śmierci i najwyższe wśród tej grupy 80.25 obrażeń na rundę. Siódme miejsce z oceną 6.3 przypadło zorte, snajperowi BetBoom Team — 16 map, 0.72 zabójstw, 0.60 śmierci i 73.53 obrażeń na rundę. Tuż za nim, z identyczną oceną 6.3, uplasował się XANTARES z Aurora Gaming: na 11 mapach zaliczył 0.63 zabójstw, 0.64 śmierci i 78.94 obrażeń na rundę.

Dziewiąte miejsce z oceną 6.1 zajął s1ren z BetBoom Team, który na 16 mapach notował 0.67 zabójstw, 0.63 śmierci i 72.24 obrażeń na rundę. Listę zamyka bośniacki rifler Falcons, NiKo, z oceną 6.1 na 11 rozegranych mapach — 0.67 zabójstw, 0.66 śmierci i 75.75 obrażeń na rundę.

A jeśli spojrzeć na ranking przez pryzmat barw klubowych, najwięcej reprezentantów w top-10 mają Aurora Gaming i BetBoom Team — po trzech graczy każda. Falcons i FURIA, czyli drużyny m0NESY’ego oraz mistrzów turnieju, są reprezentowane przez dwóch zawodników każda.

19 grudnia Artur Szpilka dostanie szansę na tymczasowy pas wagi ciężkiej organizacji KSW. Walka odbędzie się podczas gali XTB KSW 124, a naprzeciw byłego pięściarza stanie Stefan Vojcak.

Słowak przyjeżdża do Polski jako formalny faworyt – to on aktualnie dzierży tymczasowy pas. Zdobył go we wrześniu tego roku, rozbijając przed czasem Marcina Wójcika. Wcześniej poddał Arkadiusza Wrzoska. Do Krakowa czy Łodzi nie jedzie więc przypadkowy zawodnik.

Mimo to Michał Materla, były mistrz KSW, nie ma wątpliwości, komu kibicuje. „Sercem i rozumem jestem za Arturem” – powiedział w rozmowie z Kanałem Sportowym. Zapowiedział przy tym, że nie poprzestanie na kibicowaniu z kanapy. „Na pewno będę u niego w narożniku” – zadeklarował.

To wsparcie nie jest nowe – Materla od lat towarzyszy Szpilce na jego drodze przez świat MMA i ocenia tę drogę jednoznacznie pozytywnie. „Myślę, że świetnie się potoczyły losy Artura, jeśli chodzi o jego karierę” – stwierdził. Zwrócił też uwagę na decyzję, która przed grudniowym starciem może okazać się kluczowa. „Bardzo fajnie, że wrócił do trenera Łapina i tego, co ma najlepsze, czyli do boksowania” – zauważył.

Bomby na nogach kontra 120 kilogramów

Były mistrz KSW nie ukrywa jednak, że Vojcak to przeciwnik z realnymi atutami fizycznymi. „To jest ciężki przeciwnik, jeśli chodzi o warunki fizyczne, bo to jest naturalny ciężki, który będzie zbijał na 120 kilo” – opisał Materla. Mimo to wierzy, że bokserski warsztat Szpilki, wzmocniony umiejętnościami wypracowanymi u innych trenerów, może przechylić szalę na jego stronę. „W połączeniu z umiejętnościami, które nabył u innych trenerów, wierzę w to, że on jest w stanie wygrać pas” – przekonywał.

Ma też konkretną wizję przebiegu starcia. „Wyobrażam sobie jednak, że Artur po prostu może go ograć na nogach mocnymi bombami” – ocenił.

Szpilka podejdzie do walki w dobrej formie. Do starcia o pas wejdzie po trzech wygranych z rzędu, a w ostatnim pojedynku pokonał Augusto Sakaia, zawodnika z doświadczeniem zdobytym w walkach dla UFC. Czy to wystarczy, by 19 grudnia odebrać Słowakowi pas? Odpowiedź pozna się na gali XTB KSW 124.

Słabszy sezon Sergio Pereza w 2024 roku skłonił Christiana Hornera do rozważenia zmiany partnera Maxa Verstappena. Były szef Red Bull Racing opisał te kulisy w swojej książce „Drive”. Na liście potencjalnych kandydatów do fotela obok czterokrotnego mistrza świata F1 znaleźli się Charles Leclerc, Fernando Alonso oraz Carlos Sainz.

Jak wynika z relacji Hornera, inicjatywa wyszła od samego Alonso. „Podczas GP Japonii Fernando powiedział mi nawet, że bardzo chciałby w kolejnym sezonie jeździć u boku Maxa” — napisał Horner. Dopisał też, że realną opcją był Sainz. „Spośród dostępnych kierowców wiedziałem, że Carlos Sainz jest realną możliwością. Fernando Alonso również” — zaznaczył.

Pomysł z Alonso upadł jednak szybko. Helmut Marko dał Hornerowi jasno do zrozumienia, że ten ruch nie dojdzie do skutku. Horner twierdzi, że Marko działał w imieniu zespołu zarządzającego Verstappenem. „Helmut, najwyraźnie działając w imieniu zespołu zarządzającego Maxem, dał do zrozumienia, że nie podobał im się ten pomysł” — relacjonował. Wcześniej, jak podaje Horner, Marko miał ustalić z austriackimi właścicielami Red Bulla, że Verstappen nie powinien mieć w zespole tak mocnego konkurenta. Sam Holender zresztą też nie palił się do takiego rozwiązania.

Leclerc blisko transferu, ale sprawa skończyła się podobnie

Osobny wątek dotyczył Leclerca. Horner znał menedżera Monakijczyka i był przekonany, że duet z Verstappenem mógłby wyjść zespołowi wyjątkowo dobrze. Jako kierowcę cenił go bardzo wysoko. „Charles Leclerc był kolejnym kierowcą, którego od pewnego czasu podziwiałem. Był szybki, skoncentrowany na jednym okrążeniu i miał zdecydowaną osobowość. Owszem, zdarzało mu się popełniać błędy, na czym Red Bull korzystał, ale nigdy nie działał na szkodę Ferrari, niezależnie od sytuacji” — napisał Horner. W jego ocenie Leclerc mógłby zastąpić Pereza, gdyby forma Meksykanina nadal się pogarszała.

Do rozmów z otoczeniem Leclerca doszło w Katarze, gdzie Horner spotkał się z jego menedżerem. Ten nie owijał w bawełnę, jasno określając oczekiwania wobec przyszłości swojego zawodnika. „Chciał, aby Charles znalazł się w samochodzie dającym szansę na zwycięstwa, a Red Bull w tamtym czasie wygrywał wszystko” — wspominał Horner. Gdy temat dotarł do samego Verstappena, Holender zareagował spokojnie, rzucając krótko: „Charles jest miłym facetem”.

Podobnie jak w sprawie Alonso, i tu wkroczył Marko. „Podobnie jak w przypadku Fernando, ten ruch nie miał dojść do skutku. Od razu wiedziałem, że decyzja nie pochodziła od Maxa” — napisał Horner, sugerując, że to nie sam Verstappen zablokował transfer. Mimo to przekonywał, że Holender miał wystarczająco dużo pewności siebie, by rywalizować z dowolnym kierowcą w tym samym zespole. Argumentował też, że duet z Leclerkiem dałby zespołowi coś więcej niż pojedyncze punkty. „Każdy zespół chce mieć dwóch najlepszych kierowców świata, ponieważ podnosi to poziom całej ekipy i zwiększa szanse na mistrzostwo konstruktorów. Wiedziałem, że Max i Charles mogliby nam je zapewnić, szczególnie w czasie, gdy McLaren zaczął się rozwijać” — napisał.

Ostatecznie żaden z tych transferów nie doszedł do skutku. Sezon 2025 Red Bull zaczął z Liamem Lawsonem u boku Verstappena. Nowozelandczyk stracił jednak miejsce po zaledwie dwóch wyścigach i trafił do zespołu Visa Cash App RB. Zastąpił go Yuki Tsunoda, który pozostał partnerem Verstappena już do końca sezonu. W 2026 roku obok Holendra w Red Bull Racing wystartuje Isack Hadjar. Sam Horner stanowisko szefa zespołu stracił w lipcu 2025 roku.

FIFA zawiesiła selekcjonera, menedżera i jednego z piłkarzy reprezentacji Egiptu za zachowanie i wypowiedzi po przegranym meczu z Argentyną na mistrzostwach świata. Egipt prowadził w tym spotkaniu różnicą dwóch bramek, a jednak ostatecznie przegrał 2:3 w 1/8 finału.

Selekcjoner Hossam Hassan i menedżer kadry Ibrahim Hassan zostali zdyskwalifikowani na trzy mecze. Obaj nie poprowadzą zespołu w dwóch starciach z Malawi w eliminacjach Pucharu Narodów Afryki 2027, które odbędą się już w przyszłym miesiącu. Przy linii bocznej zabraknie ich też podczas marcowego meczu z Angolą w 2027 roku.

Najsurowiej potraktowano skrzydłowego Mostafę Ziko — dostał zakaz gry w pięciu meczach, a kara obowiązuje go aż do czerwca 2027 roku. W praktyce oznacza to, że ominie cztery pozostałe spotkania eliminacyjne do Pucharu Narodów Afryki oraz dodatkowe spotkanie międzynarodowe.

Powodem interwencji Komitetu Dyscyplinarnego FIFA były słowa i gesty, jakie padły tuż po ostatnim gwizdku w meczu z Argentyną. Hossam Hassan sugerował, że rywale byli uprzywilejowani ze względu na status obrońców tytułu oraz względy komercyjne. W stronę arbitra selekcjoner wykonał też gest kojarzony ze sprzeciwem wobec rasizmu.

Mostafa Ziko poszedł jeszcze dalej. Twierdził, że cały turniej był ustawiony, a sędziów oskarżył o celowe zaprzepaszczenie wysiłku drużyny.

Egipt rozważa odwołanie

Egipska federacja piłkarska wcześniej przedstawiła FIFA własne wyjaśnienia dotyczące zachowania trenerów i zawodnika, ale Komitet Dyscyplinarny uznał je za niewystarczające. Szczegóły kar federacja potwierdziła w komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych. Teraz Egipcjanie rozważają odwołanie od decyzji FIFA.

Finanse klubów z PGE Ekstraligi i Metalkas 2. Ekstraligi wyglądają dziś dość stabilnie. Trzecie piętro polskiego żużla to już zupełnie inna historia. Zbigniew Fiałkowski, były wiceszef Głównej Komisji Sportu Żużlowego, nie kryje niepokoju o przyszłość Krajowej Ligi Żużlowej. Mówi wprost: „Są powody do niepokoju. Oby nie była to Krajowa Liga Amatorska”.

To nie jest nowy temat. Fiałkowski przyznaje, że obawy chodzą za nim od dwóch lat. W jego ocenie liga nadal nie ma telewizji, choć słychać głosy, że to się wreszcie zmieni. W sezonie 2026 do rywalizacji stanęło zaledwie siedem ekip – i tak więcej, niż przewiduje czarny scenariusz na kolejne rozgrywki.

Wśród uczestników minionej edycji wymienia się Opole, Kraków i Świętochłowice, a także spadającą z Metalkas 2. Ekstraligi Polonię Piłę, uznawaną za potentata wśród drużyn KLŻ. W lidze startują też dwie zagraniczne ekipy – niemiecki Landshut i łotewski Daugavpils. Żadna z nich nie może awansować do 2. Ekstraligi, ale zdaniem Fiałkowskiego to właśnie one bywają organizacyjnym wzorem. „Zawsze były dobrze ułożone i lepiej od niektórych naszych klubów” – ocenia. W Landshut i Daugavpils działają stałe zarządy, a prezesi nie zmieniają się tam tak często jak w Polsce.

Ten kontrast widać choćby na przykładzie Sama Mastersa. Start Gniezno w niedzielę stracił swojego wieloletniego lidera – zawodnik odszedł właśnie do Landshut. Klub do dziś nawet mu nie podziękował za starty.

Licencje zdecydują o kształcie przyszłego sezonu

Zdaniem Fiałkowskiego ocenę całej sytuacji trzeba odłożyć do zakończenia procesu licencyjnego, bo ten – jak sam zaznacza – „może się różnie skończyć”. W najgorszym wariancie, jaki rysuje, w lidze wystartuje zaledwie 5-6 drużyn, w tym dwie zagraniczne. O powrocie ligi do Tarnowa nikt już nie mówi, a o Rawiczu nie słychać kompletnie nic. Sam przyznaje, że perspektywy co do liczby drużyn są kiepskie.

Jeszcze pięć lat temu kierunek był zupełnie inny. Gdy Fiałkowski pełnił funkcję wiceszefa GKSŻ, wraz z ówczesnym szefem Piotrem Szymańskim przygotowywał plan Multiligi – rozgrywek międzynarodowych na dużo szerszą skalę niż obecna. Projekt zakładał dołączenie większej liczby drużyn z Niemiec oraz ekipy z Czech. Za czasów Fiałkowskiego w GKSŻ celem było osiem drużyn w lidze – liczba, która daje sensowny terminarz i otwiera drogę do telewizji.

Dziś ten plan wydaje się odległym wspomnieniem. Fiałkowski przyznaje wprost, że nie wie, jakie plany wobec KLŻ ma obecnie GKSŻ. Liga, która miała rosnąć do ośmiu drużyn i zdobywać telewizję, wchodzi w proces licencyjny z siedmioma ekipami na starcie – i realną groźbą, że na torach zostanie ich jeszcze mniej.

Moses Itauma (14-1, 12 KO) przegrał pierwszą walkę w zawodowej karierze. Kto powinien stanąć naprzeciw niego po tej porażce? Swoje typy przedstawił Derek Chisora (36-14, 23 KO).

Zdaniem Chisory na starcie z kimś pokroju Martina Bakole jeszcze za wcześnie. Ciekawszym pomysłem byłby pojedynek z Frazerem Clarke’em albo Richardem Riakporhe’em. „To byłyby fajne walki” — ocenił. Nieco wcześniej inną kandydaturę wskazywał Agit Kabayel — padło nazwisko Polaka.

Sam Itauma wciąż przetrawia tę pierwszą porażkę. „Ja dopiero próbuję zaakceptować fakt, że po raz pierwszy w życiu przegrałem walkę” — przyznał. Chodzi o starcie z Filipem Hrgoviciem: Brytyjczyk trafiał rywala swoimi najlepszymi ciosami, a Chorwat mimo to nieustannie parł naprzód. W pewnym momencie organizm odmówił Itaumie posłuszeństwa — tak sam to wspomina.

Tę walkę obejrzał już trzykrotnie. Za każdym razem czuje tę samą irytację. Na ring wraca w styczniu.

Aurora pokonała Falcons 2-1 w meczu o trzecie miejsce na Thunderpick World Championship 2026 w CS2. Lepiej w serię weszli Falcons, którzy otworzyli ją zwycięstwem na Anubis 13-8. Aurora nie dała się jednak zepchnąć do narożnika i odpowiedziała na Dust2, wygrywając prawdziwy maraton 19-17. O awansie zdecydowała dopiero mapa Nuke, którą Aurora zamknęła wynikiem 13-9.

Dzięki temu triumfowi Aurora kończy turniej na trzecim miejscu i inkasuje 50 000 $ nagrody. Falcons muszą zadowolić się czwartą lokatą i czekiem na 25 000 $. Stawkę najlepszej czwórki dopełnia wielki finał — BetBoom Team zagra z FURIĄ o tytuł mistrza i pulę 500 000 $. Thunderpick World Championship 2026 odbywa się od 14 do 18 października w Attard na Malcie, a w fazie playoff o łączną pulę 1 000 000 $ rywalizują cztery zespoły, przy czym sam zwycięzca zgarnie połowę tej sumy.

Kłopotliwy zawodnik na dwóch listach jednocześnie

Równolegle do rywalizacji na Malcie toczy się mniej widowiskowy, ale kluczowy dla wielu drużyn spór administracyjny. Okazuje się, że FUT i Astralis mają zarejestrowanego tego samego gracza o pseudonimie cmtry. Jeśli sytuacja nie zostanie wyjaśniona przed wysyłką zaproszeń na Singapore Major, drużyna z niższym rankingiem nie dostanie zaproszenia — i to mimo że analityk VRS Mischief daje obu ekipom niemal pewne, 99,99-procentowe szanse na awans liczony czysto punktowo. Według jego prognoz FUT plasuje się na miejscach 4-9 w rankingu europejskim, a Astralis nieco niżej, na pozycjach 8-12. Sprawę komplikuje jeszcze dodatkowy warunek: jeśli FUT nie rozegra wymaganych pięciu meczów w nowym składzie, to drużyna zajmująca gorsze miejsce między FUT a Astralis zostanie bez zaproszenia.

Na tym tle wyróżnia się forma NIP. Po wzmocnieniu składu o adamba i Krimbo szwedzka organizacja wygrała trzy turnieje z rzędu i wskoczyła na 99,8% szans na udział w Majorze. Mischief typuje adamba na kandydata do tytułu MVP całego wyścigu kwalifikacyjnego.

Inaczej wygląda sytuacja 100 Thieves. Według Mischiefa zespół stracił szansę na Major już na turnieju Stake Pulse Beat III, choć miejsce w pierwszej trójce tamtych rozgrywek podniosłoby jego notowania powyżej 60%. Obecnie 100 Thieves mają 40,8% szans na kwalifikację i znajdują się poza strefą dającą zaproszenie. Nieco lepiej radzi sobie NAVI, z szansami na poziomie 51,6% — ale ich los i tak rozstrzygnie się dopiero na PGL Masters Bucharest.

Jeszcze przed startem sezonu 2026/2027 Los Angeles Lakers zwolnili Daltona Knechta. Skrzydłowy, którego klub wybrał z 17. numerem draftu w 2024 roku, po prostu nie przebił się do planów trenera J.J. Redicka na tyle, by zatrzymać się w składzie.

Liczby z poprzedniego sezonu mówią same za siebie: 4,2 punktu i 10,2 minuty gry średnio na mecz. W dwóch ostatnich spotkaniach przedsezonowych na parkiecie spędził łącznie zaledwie 14 minut. Zawodnik, który jeszcze niedawno uchodził za jeden z ciekawszych talentów swojego rocznika draftowego, stał się w Los Angeles postacią trzeciego planu.

A przecież o talencie Knechta nikt nigdy nie dyskutował. W listopadzie 2024 roku rzucił 37 punktów w starciu z Utah Jazz, trafiając przy tym aż dziewięć trójek. Wtedy wydawało się, że to początek kariery gwiazdy Lakers. Wyszło inaczej.

Redick nie ukrywał, że rozstanie nie było karą za regres. „Drużyna się zmieniła. Zmieniły się jej potrzeby i sposób, w jaki poszczególni zawodnicy do siebie pasują. Uważam jednak, że przez ostatnie dwa lata Dalton stał się lepszym koszykarzem” — przyznał trener Lakers.

Dwie nieudane próby wymiany

Zanim doszło do zwolnienia, klub próbował rozwiązać sprawę Knechta na rynku transferowym. Transfer do Charlotte Hornets w zamian za Marka Williamsa został anulowany. Amerykańskie media donosiły też, że Lakers rozważali wysłanie skrzydłowego do Milwaukee Bucks za Jericho Simsa — te rozmowy również zakończyły się fiaskiem. Ostatecznie klub po prostu rozstał się z zawodnikiem, nie uzyskując w zamian żadnego aktywa.

Trudno nie dostrzec tu paraleli z losem Jeremy’ego Sochana, który przeszedł podobną drogę w Portland Trail Blazers — Polak gra dziś właśnie w tym klubie, po tym jak zabrakło dla niego miejsca w poprzednim zespole.

Cała sprawa to element szerszej przebudowy kadry Lakers. Latem do zespołu dołączyło dziewięciu nowych zawodników, co mocno przetasowało rozkład minut i role w rotacji. Knecht, mimo indywidualnego potencjału, po prostu nie zmieścił się w nowej układance.

Kadrowe zamieszanie w Los Angeles dotyczy też Collina Sextona. Obrońca wrócił do pełnych treningów z zespołem po kontuzji prawej nogi, przez którą opuścił wszystkie pięć meczów przedsezonowych. „Będziemy oceniać sytuację z dnia na dzień. Dzisiaj odbyłem bardzo dobry trening i czułem się świetnie. Cieszę się, że znów mogę pracować z drużyną” — powiedział Sexton. Mimo tych optymistycznych słów jego udział w środowym meczu otwarcia sezonu z Golden State Warriors wciąż stoi pod znakiem zapytania.

Instalacja aplikacji
Pobierz