Jordan Brown wygrał z Markiem Allenem 4:2 w pierwszej rundzie turnieju Northern Ireland Open 2026. To zwycięstwo dało mu awans do kolejnej fazy rozgrywek.
Northern Ireland Open to jeden z turniejów snookerowych rozgrywanych w 2026 roku. Nagranie z przebiegu meczu Allen-Brown pojawiło się w sieci 20 października 2026 roku.
Kto zagra w drugiej rundzie
W kolejnej rundzie zmierzą się Jack Lisowski i Anthony McGill. Na parkiecie spotkają się też Louis Heathcote z Matthew Seltem, a Wang Xinbo zagra z Mateuszem Baranowskim.
Transmisje z turnieju dostępne są w Eurosporcie, HBO Max oraz w Playerze.
Israel Adesanya stoczy walkę z Sharabutdinem Magomedovem na grudniowej gali UFC, która odbędzie się w Arabii Saudyjskiej. Starcie zaplanowano na 5 grudnia. Jako pierwszy poinformował o tym dziennikarz MMA Ariel Helwani.
37-letni Adesanya przystąpi do walki z bilansem 24 wygranych i 6 porażek. To wciąż jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk kategorii średniej. W przeszłości pokonał Alexa Pereirę, Andersona Silvę oraz Roberta Whittakera. Niegdyś był mistrzem kategorii średniej UFC i wielokrotnie bronił pasa. Aż 16 z 24 zwycięstw w karierze zdobył przez skończenie przed czasem – trudno się dziwić, skoro ma za sobą kilkadziesiąt pojedynków w ringu kickboxerskim. Obecnie zajmuje 9. miejsce w rankingu kategorii średniej UFC.
Rosnąca gwiazda z bilansem 17-1
Po drugiej stronie oktagonu stanie 32-letni Sharabutdin Magomedov z bilansem 17 wygranych i zaledwie 1 porażki w zawodowym MMA. Rosjanin wchodzi w to starcie w dobrej dyspozycji – ma na koncie dwa zwycięstwa z rzędu i odrabia straty po jedynej porażce w karierze, którą zaliczył z rąk Michaela Page’a w 2025 roku. W samym oktagonie UFC jego bilans to 6 wygranych i 1 porażka. Pokonał już Michała Oleksiejczuka i Armena Petrosyana. Jego atutem jest przede wszystkim moc – aż 12 z 17 zwycięstw w karierze zanotował przez KO/TKO.
Doświadczony, były mistrz kontra młodszy zawodnik na fali wznoszącej – to starcie zapowiada się na jedno z ciekawszych zestawień końcówki roku w kategorii średniej. Grudniowa gala w Arabii Saudyjskiej zyskała dzięki niemu mocny punkt programu.
Red Bull Racing wdrożył narzędzie sztucznej inteligencji opracowane we współpracy z Oracle, które może realnie wpływać na decyzje podejmowane podczas Grand Prix. Oracle od lat jest sponsorem tytularnym ekipy z Milton Keynes — nowe jest co innego: dopiero teraz wychodzi na jaw, jak daleko sięga ta współpraca.
Szczegóły zdradził Jack Harington, szef ds. partnerstw technicznych i wydajności w Red Bullu, w rozmowie z CNBC. Początkowo system działał jak rozbudowana wyszukiwarka — pomagał inżynierom interpretować przepisy F1 i analizować wcześniejsze decyzje sędziowskie. Z czasem jednak ewoluował w tzw. agentową sztuczną inteligencję, zdolną korzystać z dużo szerszego zakresu danych i rekomendować zespołowi konkretne działania. „To właściwie podejmuje za nas decyzje” — przyznał Harington.
Najlepszym dowodem był przebieg Grand Prix Włoch 2025 na torze Monza. Już na pierwszym okrążeniu Max Verstappen walczył o prowadzenie z Lando Norrisem. W trakcie tego pojedynku Holender wyjechał poza tor w pierwszej szykanie, ale zdołał utrzymać pozycję przed kierowcą McLarena. Taki manewr mógł skończyć się dla niego karą ze strony sędziów.
Gdy maszyna poprawiła ludzi
Jak relacjonował Harington, to właśnie sztuczna inteligencja zaleciła zespołowi, by Verstappen oddał pozycję Norrisowi — żeby uniknąć ewentualnych konsekwencji regulaminowych. Co istotne, ta rekomendacja rozmijała się z pierwotną oceną sytuacji, jaką w pierwszej chwili wypracowali ludzie w Red Bullu. Mimo to zespół posłuchał maszyny i zastosował się do jej wskazówki.
Decyzja okazała się trafna. Verstappen uniknął kary, chwilę później ponownie wyprzedził Norrisa i ostatecznie wygrał wyścig, finiszując z przewagą 19,2 sekundy nad kierowcą McLarena.
Epizod z Monzy to już nie wyjątek, a zapowiedź kierunku, w jakim zmierza cała współpraca Red Bulla z Oracle. W lutym 2026 roku obie strony ogłosiły przedłużenie wieloletniego partnerstwa. W oficjalnym komunikacie zespół podkreślił, że Oracle Cloud Infrastructure oraz powiązane rozwiązania AI będą wspierać m.in. debiut nowej, hybrydowej jednostki napędowej Red Bull Ford Powertrains. Umowa obejmuje też zaawansowane symulacje strategii wyścigowej oraz dalszy rozwój agenta AI stworzonego specjalnie do podejmowania decyzji strategicznych.
Sam Harington stara się jednak studzić obawy o to, że maszyny przejmują sport. „F1 jest i zawsze będzie sportem ludzkim” — zapewnił.
Red Bull nie działa w próżni. McLaren współpracuje z Google, korzystając m.in. z narzędzi AI Gemini. Mercedes postawił na partnerstwo z Microsoftem, a Ferrari rozwija współpracę z IBM, obejmującą rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji oraz nowe doświadczenia dla kibiców. Wyścig technologiczny toczy się dziś równolegle z tym na torze.
Bartosz Zmarzlik wybrał się do Włoch, aby wspierać Milana Pawelca. Młody zawodnik odbierał tam tytuł mistrza Europy w kategorii Moto2, a 31-letni żużlowiec nie chciał przegapić tego momentu.
Milan Pawelec to Polak i w ekspresowym tempie staje się jedną z najciekawszych postaci europejskiego motosportu. Startuje na zapleczu kategorii MotoGP, a niedawno sięgnął po drugie z rzędu mistrzostwo Europy w Moto2. 19 lat skończył w kwietniu tego roku.
Pawelca i Zmarzlika łączy znajomość oraz wspólny sponsor strategiczny. „Z Bartoszem Zmarzlikiem mam czasami kontakt. Czasami coś piszemy, jeśli chodzi o wyjazdy na tor asfaltowy, bo teraz Bartek zaczął troszeczkę trenować na asfalcie. Dajemy sobie znać i staramy się łapać, żeby pojeździć razem” – przyznał młody kierowca. Cytat pochodzi z materiału przygotowanego przez Orlen Team z okazji spotkania obu sportowców.
Sam Zmarzlik nie kryje, że ten wyjazd do Włoch miał dla niego szczególne znaczenie. „To jest ostatnia runda mistrzostw Europy, gdzie jedzie mój kolega Milan Pawelec i będzie odbierał tytuł mistrza Europy” – mówił żużlowiec. Dodał też, że w polskim motosporcie trudno znaleźć kogoś równie szybkiego. „Nie mamy nigdzie w tych kategoriach motocyklowych tak szybkiego Polaka jak Milan” – stwierdził.
Wspólne treningi i rosnąca pasja
Zmarzlik przyznał, że miał już parę okazji, by potrenować razem z Pawelcem. Przed tegorocznym sezonem żużlowiec wybrał się ze swoim klubem Orlen Oil Motor Lublin na obóz przygotowawczy do Hiszpanii, gdzie trenował na profesjonalnym torze motocyklowym. Zimą, właśnie tam, w Almerii, obaj sportowcy spędzili razem czas.
To właśnie podczas tamtego zgrupowania Pawelec miał okazję przyjrzeć się umiejętnościom starszego kolegi z bliska. „Byliśmy razem zimą w Almerii i naprawdę byłem zdziwiony, jak szybko przyjął pozycję, jak szybko się zaadaptował do tego motocykla” – wspominał 19-latek. Wrażenie było tak silne, że Pawelec nie czekał nawet do powrotu do domu. „Nawet w domu napisałem na Instagramie do szefa 'zobacz, jaka pozycja'” – zdradził.
Zmarzlik od lat jest jedną z najbardziej tytułowanych postaci żużla – sześciokrotnie zdobył indywidualne mistrzostwo świata. A jednak motocykle szosowe to dla niego, jak sam mówi, znacznie więcej niż chwilowa odmiana. „Kocham motocykle. Chcę się w to bawić, bo daje mi to dużą frajdę, a do tego parę rzeczy można fajnie wyciągnąć do mojego sportu i fajnie się z tym funkcjonuje” – powiedział. Odkąd poznał Pawelca, jego zainteresowanie tą dyscypliną wyraźnie wzrosło. „Odkąd się poznaliśmy, zacząłem coraz więcej pasjonować się tym sportem. Jak jest czas, to oglądam niemalże każdą rundę, bo lubię” – dodał.
Dla młodszego kolegi Zmarzlik nie szczędził słów uznania. „Myślę, że tak szybkiego zawodnika w Polsce jeszcze nie było jak Milan na asfalcie, więc to fajne” – ocenił. A skala prędkości, z jaką mierzą się zawodnicy klasy Moto, tę fascynację łatwo wyjaśnia: na prostych przekracza się tam 360 km/h – to mniej więcej trzy razy więcej, niż osiągają żużlowcy na torze speedwayowym.
Filip Hrgović, mistrz IBF wagi ciężkiej z bilansem 21-1, 16 KO, nie bawił się w dyplomację. Pokazano mu grafikę z nazwiskami potencjalnych rywali i poproszono o komentarz do każdego z nich. Chorwat przeszedł przez całą czołówkę dywizji, nikogo nie oszczędzając — choć kilku nazwiskom oddał i należny szacunek.
Najostrzej obszedł się z Żałołowem. Jego oceną było jedno, dosadne zdanie.
Żałołow jest kur**o nudny.
Przy Huniem Hrgović rozłożył ręce — po prostu go nie kojarzy. Równie krótko potraktował Ajagbę, od razu sugerując mu zmianę dyscypliny.
Ajagba nie potrafi boksować, powinien zająć się kickboxingiem.
Inaczej sprawa wygląda z Mosesem Itaumą — z nim Hrgović już się mierzył i wygrał. Zdaniem Chorwata młody Brytyjczyk ma potencjał na wielką karierę, o ile poradzi sobie psychicznie z tamtą porażką.
Itauma? Jeśli pozbiera się mentalnie po porażce ze mną, za kilka lat będzie niepokonanym mistrzem.
Rosjanina Gasijewa Hrgović uznał za zbyt drobnego na poważne wyzwania w wadze ciężkiej.
Gasijew to karzeł z Rosji, za mały na poważne walki w wadze ciężkiej, powinien więc wrócić do kategorii cruiser.
Agit Kabayel dostał ocenę bardziej wyważoną: Hrgović docenił jego twardość i determinację, choć bez zachwytu nad warsztatem. A kto wygrałby ewentualne starcie — tu mistrz IBF nie miał żadnych wątpliwości.
Kabayel jest twardy i dzielny, ale boksersko nie pokazuje nic wielkiego. Rozegrałbym go.
Legendy na emeryturze i przyszli rywale
Dla Ołeksandra Usyka i Tysona Fury’ego Hrgović miał wyłącznie słowa uznania, choć obu traktuje jako zawodników z praktycznie zakończoną karierą. Fury ma wprawdzie zaplanowaną walkę z Anthonym Joshuą, lecz zdaniem Chorwata to już ostatni rozdział jego sportowej drogi. Mimo to Hrgović liczy, że Brytyjczyk po tym starciu zdecyduje się kontynuować karierę.
Usyka nie liczę, bo tak naprawdę jest już bokserskim emerytem, ale to prawdziwa legenda i nie powiem o nim złego słowa. Fury to inna emerytowana legenda, mam jednak nadzieję, że po walce z Joshuą będzie chciał kontynuować karierę.
Samego Joshuę ocenił tak samo jak Fury’ego — jako bokser na finiszu kariery.
Wśród nazwisk, które realnie mogą skrzyżować rękawice z Hrgoviciem, pojawił się Agit Sanchez — solidny zawodnik i potencjalny przyszły przeciwnik. Zupełnie inny ton Chorwat przyjął wobec Joségo Parkera: nazwał go przyjacielem i dobrym człowiekiem, dodając, że nie chciałby z nim walczyć, by go nie skrzywdzić. Przy okazji przypomniał, że pokonał Nowozelandczyka jeszcze w czasach amatorskich.
Parker to mój przyjaciel i naprawdę dobry człowiek. Pokonałem go już w czasach amatorskich, nie chciałbym go skrzywdzić.
Z Richardem Riakporhe, który przeszedł do wagi ciężkiej z kategorii cruiser, sprawa jest otwarta — Hrgović zastrzegł, że na ocenę trzeba poczekać, aż Brytyjczyk stoczy jakąś poważniejszą walkę. Na koniec przyszła kolej na Jarrella Millera. O nim Chorwat mówił ciepło jako o człowieku, ale bez złudzeń co do jego formy sportowej.
Miller to również fajny facet, ale jako bokser jest skończony.
Portugalska federacja piłkarska nałożyła na Cristiano Ronaldo 30-dniowe zawieszenie w prawach reprezentanta. Doszła do tego grzywna w wysokości 255 euro. Powód? Gwiazdor opuścił zgrupowanie reprezentacji Portugalii.
Do zdarzenia doszło po meczu z Norwegią w Lidze Narodów, rozegranym 27 września. Ronaldo ostentacyjnie zrezygnował wtedy z dalszego udziału w zgrupowaniu. Wcześniej między zawodnikiem a sztabem narosło napięcie wokół ustaleń dotyczących jego ewentualnego udziału w tym właśnie spotkaniu. Selekcjonerem kadry Portugalii jest Jorge Jesus i to z nim Ronaldo nie potrafił dojść do porozumienia w kwestii swojej roli w starciu z Norwegami.
Sam zainteresowany od tygodni starał się studzić emocje wokół sprawy, zapewniając, że dobrowolnie podda się karze przygotowanej przez przedstawicieli związku. Teraz ta kara jest już oficjalna: 30 dni zawieszenia i grzywna, która – biorąc pod uwagę zarobki piłkarza – ma raczej wymiar symboliczny.
Co dalej z kadrą Ronaldo?
Portugalski dziennik „A Bola” sugeruje, że Ronaldo powinien znaleźć się w kadrze na listopadowe zgrupowanie. Innymi słowy, zawieszenie wcale nie musi wykluczać go z gry o najbliższe mecze reprezentacji.
Dla 40-letniego napastnika Al-Nassr reprezentacja wciąż pozostaje areną bicia rekordów. Na koncie ma już 234 mecze w barwach Portugalii – to rekord wszech czasów futbolu reprezentacyjnego. Do tego 146 goli, również najwięcej w historii tej kategorii. Pięciokrotny zdobywca Złotej Piłki pozostaje więc kluczową postacią narodowej drużyny, nawet mimo zadrażnień ze sztabem szkoleniowym.
Francuski zawodnik MMA Mathis Chevalier ucierpiał podczas zamieszek w Paryżu, o czym sam napisał na Instagramie. Do zdarzenia doszło 17 października na Placu Republiki.
Sportowiec zrelacjonował całą sytuację niemal co do minuty. „O 13:50 przybyłem na Plac Republiki, o 13:55 dostałem frontalnie granatem łzawiącym w głowę. Eksplodował” — opisywał Chevalier. Granat wybuchł zaledwie kilka centymetrów od jego oka.
Na opublikowanych zdjęciach widać ranę w okolicy skroni oraz rozległy krwiak wokół lewego oka. Chevalier przyznał, że doznał wstrząśnienia mózgu. „Mam wstrząśnienie mózgu” — napisał bez ogródek. Dodał przy tym, że miał na sobie okulary — te jednak zostały całkowicie zniszczone. „Na szczęście miałem okulary, które teraz są już zniszczone… Nie mam nic więcej do dodania” — skwitował krótko, nie wdając się w dalsze szczegóły.
Protest przeciwko kosztom życia zakończony starciami
Jak podaje RMC Sport, demonstracja w Paryżu dotyczyła rosnących kosztów życia. Organizatorzy mówią o około 800 tysiącach uczestników. W okolicach Placu Republiki protestujący starli się z policją, doszło też do grabieży.
Chevalier to nie przypadkowa osoba w świecie MMA. W 2019 roku sięgnął po tytuł amatorskiego mistrza Europy, choć zawodowego bilansu walk jeszcze nie ma. Poza oktagonem próbuje sił w modelingu i aktorstwie — szerzej rozpoznawalny stał się dzięki programowi „Arena”. Otwarcie wspiera też prawa osób LGBT+ i regularnie pojawia się z tęczową flagą, nawet podczas wejść do klatki.
Miłosz Noworyta odchodzi z klubu STS Sanok Sokół. 27-letni obrońca sam poprosił o rozwiązanie kontraktu ze względów rodzinnych – zaledwie kilka miesięcy po tym, jak dołączył do drużyny przed sezonem 2026/2027. Klub podkreśla, że za rozstaniem nie stoją żadne kwestie sportowe, a wyłącznie sprawy osobiste zawodnika.
Sam Noworyta nie krył wzruszenia, żegnając się z drużyną. „Dziękuję drużynie oraz całej organizacji za współpracę i życzę powodzenia w dalszej części sezonu. Ze względu na sprawy rodzinne muszę być teraz bliżej domu” – powiedział obrońca.
„Dziękuję drużynie oraz całej organizacji za współpracę i życzę powodzenia w dalszej części sezonu. Ze względu na sprawy rodzinne muszę być teraz bliżej domu”
Czy to koniec kariery zawodnika, którego koledzy z szatni znają jako „Benka” – tego na razie nikt nie wie, sam zainteresowany również. „W sumie to nie wiem, szczerze nie myślałem nad tym. Nie myślałem jeszcze nad końcem kariery. Najpierw muszę ogarnąć kilka rzeczy w domu” – przyznał Noworyta. Decyzji o ewentualnym zawieszeniu lub zakończeniu gry w hokeja jeszcze nie podjął.
Droga od Oświęcimia po Sanok
Noworyta to wychowanek Unii Oświęcim – klubu, z którym w 2024 roku sięgnął po mistrzostwo Polski. W sezonie 2024/2025 zaliczył w jego barwach 36 meczów, zdobywając gola i dokładając osiem asyst. Potem przeniósł się do Comarch Cracovii – tam w 37 spotkaniach zanotował trzy asysty.
W obecnym sezonie, już jako zawodnik STS Sanok Sokół, rozegrał siedem ligowych meczów bez punktu na koncie. To jednak drobny wycinek jego dorobku – łącznie na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce ma za sobą ponad 400 spotkań oraz występy w reprezentacji kraju.
Odejście tak doświadczonego gracza wyraźnie osłabia polską część defensywy sanockiej drużyny, która od początku sezonu i tak zmaga się z trudną sytuacją sportową.
Julia Stasiuk dopiero co świętowała zwycięstwo na gali FAME, a już może czekać ją starcie z jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci światowego MMA. Artur Ostaszewski zwrócił się publicznie do Ariane Lipski z pytaniem, czy byłaby skłonna ponownie zawalczyć w Polsce. Od razu zaproponował konkretne warunki: zasady K-1, trzy rundy po trzy minuty i małe rękawice.
Lipski to Brazylijka z polskimi korzeniami. Świat MMA zna ją pod przydomkiem „Królowa Przemocy” – przylgnął do niej na dobre. Tytuł mistrzyni KSW zdobyła jeszcze w polskiej organizacji, zanim przeniosła się do UFC, gdzie stoczyła szereg pojedynków na najwyższym poziomie.
Odpowiedź Brazylijki przyszła szybko. „Polska wie, co wnosi Ariane! K-1 w małych rękawicach? To brzmi jak interesujące zaproszenie” – napisała Lipski, sygnalizując otwartość na pomysł.
„Walka z legendarną zawodniczką! To byłby zaszczyt i duże wyzwanie, zróbmy to!” – odpowiedziała Julia Stasiuk
Stasiuk nie zamierzała przyglądać się sprawie z boku. Udostępniła wpis dotyczący Lipski i od razu jasno zadeklarowała chęć zmierzenia się z byłą mistrzynią KSW.
Co dalej z tą walką?
Na razie to wyłącznie deklaracje stron zaangażowanych w dyskusję w mediach społecznościowych. Jak na dziś brak informacji, by organizacja FAME formalnie rozpoczęła proces kontraktowania pojedynku Stasiuk z Lipski. Entuzjazm obu zawodniczek daje jednak podstawy sądzić, że temat nieprędko zniknie z agendy.
Mateusz Gamrot znów trenuje regularnie. Polski zawodnik UFC zdradził, że do oktagonu chciałby wrócić po nowym roku.
Wiadomość o wznowieniu przygotowań pojawiła się w relacji Gamrota na Instagramie. „Wróciłem już do rytmu treningowego” – napisał zawodnik. Tego samego dnia zmieścił trening kickboxingu, a zaraz po nim sesję motoryczną. „Dzisiaj już zrobiłem kickboxing, później zrobiłem przygotowanie motoryczne, więc dwie jednostki za mną” – relacjonował.
Przed ostatnią walką w UFC Gamrot rozstał się z klubem Czerwony Smok Poznań. Na razie nie zdradził, gdzie dokładnie trenuje teraz – wiadomo za to, że znalazł miejsce z pełnym zapleczem. „Wszystko się wyklarowało, jest duża sala, jest całe zaplecze, także wszystko dobrze” – przekazał zawodnik.
Plan na powrót do klatki
Jak zapewnia Gamrot, plan treningowy jest już gotowy, a formę odbudowuje krok po kroku. „Plan zbudowany, także działamy, odbudowujemy się na nowo” – podkreślił. Padł też wstępny termin kolejnego starcia. „Po nowym roku myślę, że powrót do klatki, więc jest czas na wszystko” – ocenił Gamrot.
Polak walczył ostatnio na gali UFC Fight Night 284, 8 sierpnia w Las Vegas. Naprzeciw niego stanął wtedy Quillan Salkilld i to on ostatecznie poddał Gamrota. Teraz Polak najpierw chce solidnie się przygotować, zanim zdecyduje się na kolejne starcie w oktagonie.