We własnej hali „podopieczni Arkadiusza Miłoszewskiego” zafundowali kibicom końcówkę, która w ogóle nie musiała się wydarzyć. Zastal Zielona Góra pokonał Coretec Oostenda 80:77 i zapisał na swoim koncie drugie zwycięstwo w rozgrywkach FIBA Europe Cup.
Przez większość meczu o wyniku nie było właściwie co dyskutować. „Wicemistrzowie Polski” prowadzili w pewnym momencie aż 21 punktami. Po serii 13:0 Zastal miał na tablicy 63:42 w trzeciej kwarcie – i wszystko wskazywało, że od tej pory będzie już tylko zarządzał przewagą.
Tyle że „rywale z Belgii” mieli na ostatnie dziesięć minut zupełnie inny plan. Coretec Oostenda w czwartej kwarcie ruszył do odrabiania strat i podszedł do Zastalu na tyle blisko, że do odwrócenia wyniku meczu zabrakło niewiele. Punkty w poszczególnych kwartach – 26:20, 24:18, 19:14 i 11:25 – same mówią, jak spokojnie wyglądało to spotkanie do przerwy i jak nerwowo zrobiło się na finiszu.
Największy wkład w zwycięstwo miał Beau Beech, autor 21 punktów. Amerykanin trafił 7 z 9 rzutów z gry, w tym pięć z siedmiu za trzy punkty – to właśnie ta skuteczność zbudowała 21-punktową przewagę z pierwszej połowy. Trazarien White dołożył 13 punktów, a Gauthier Denis zanotował 12.
Brkić ponownie na plusie
Veljko Brkić, ostatnio chwalony przez trenera Miłoszewskiego, potwierdził dobrą formę i dopisał do protokołu 11 punktów. W punktowym rozbiciu Zastalu znaleźli się też Krzysztof Sulima z 6 punktami, Conley Garrison z 5, Andrzej Mazurczak z 4 oraz Filip Matczak i Jan Wójcik, którzy zdobyli po 3 punkty.
To zwycięstwo smakuje inaczej po tym, co stało się tydzień wcześniej. Przed tygodniem zieloni przegrali w Gironie różnicą aż 41 punktów – teraz udowodnili, że ta porażka była tylko wypadkiem przy pracy. Dzięki wygranej z Coretec Oostenda Zastal wskoczył na drugie miejsce w swojej grupie FIBA Europe Cup.
Na czele tabeli wciąż jest Girona, w której gra Andrzej Pluta. Katalończycy wygrali już 3 z 4 meczów w grupie – Zastal więc nadal gania lidera, ale przynajmniej zrobił krok w dobrą stronę. Choć, jak pokazała ostatnia kwarta w Zielonej Górze, bez nerwów się nie obyło.