WKS Śląsk Wrocław przegrał na wyjeździe z Tofas Spor Bursa 74:90 w meczu EuroCup. O losach spotkania zdecydowała druga kwarta, w której turecka ekipa rozjechała rywali 33:14 – resztę meczu Śląsk grał już pod presją tego ciosu. Poszczególne kwarty wyglądały tak: 24:22, 14:33, 22:15, 14:20.
Statystyki rzutowe gospodarzy mówią same za siebie. Tofas trafił 30 z 36 rzutów za dwa punkty, co dało skuteczność na poziomie ponad 83 procent. Za trzy punkty Turcy radzili sobie już znacznie gorzej – tylko 5 z 22 prób – ale to, co działo się pod koszem, wystarczyło do spokojnego zwycięstwa.
Po stronie Śląska najwięcej punktów zdobył Devin Robinson – 14. Anthony Hickey dopisał do swojego konta 11 punktów i aż dziewięć asyst, a tyle samo punktów, również 11, zanotował Sternicki. Resztę składu rozpisali: Egbunu (9), Scruggs (8), Wrzeszcz (6), Moore (5), Parsons (4), Kulikowski (3) oraz Luc (3). Czerniewicz zszedł z parkietu bez punktu na koncie.
Franco: nie wiem, dlaczego tak się dzieje
Po meczu trener wrocławian Danny Franco nie krył frustracji z powodu wahań formy zespołu.
Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Musimy do tego dojść. W jednej z kwart zupełnie odstawaliśmy, a w trzech pozostałych graliśmy praktycznie na równi. Tak nie może być
Porażka w Bursie pogłębiła kryzys Śląska w tabeli. Wrocławianie mają bilans 1-4 po pięciu rozegranych meczach EuroCupu i zajmują ostatnie miejsce w grupie C. Jedna zła kwarta – tak jak ta druga z Tofasem – potrafi zdecydować o wyniku całego meczu, a klub wciąż nie znalazł sposobu, jak temu zapobiec.