Arman Tsarukyan twierdzi, że Justin Gaethje nie chce zaakceptować walki z nim. Czołowy zawodnik kategorii lekkiej UFC wierzy, że jest następny w kolejce do pasa mistrzowskiego tej dywizji, a pas ten obecnie należy właśnie do Gaethjego.
Kłopot w tym, że Amerykanin sam nie wie, czy ma ochotę dalej rywalizować w oktagonie. Tsarukyan mówił o tym otwarcie w rozmowie z Helen Yee, bez owijania w bawełnę. „Teraz gada o emeryturze” – stwierdził, odnosząc się do mistrza. Zdaniem Ormianina cały impas powinno rozwiązać UFC – i zrobić to pieniędzmi. „UFC ma mu dużo zapłacić albo skończy karierę” – dodał.
Sam jednak nie czeka bezczynnie na ruch Gaethjego. Ma już zapewnienie od promocji co do terminu rozmowy o swojej przyszłości. „Powiedzieli mi, że dostanę od nich informację pod koniec listopada” – zdradził.
Volkanovski jako plan B
Gdyby starcie z mistrzem nie doszło do skutku, Tsarukyan ma już nazwisko w zanadrzu. Wskazał Alexandra Volkanovskiego jako potencjalnego innego rywala. „Zawalczyłbym z chęcią z Volkanovskim. To dla mnie dobra walka” – zadeklarował. Swoją argumentację oparł na wieku i rzekomej słabości byłego mistrza piórkowej dywizji, mówiąc bez ogródek: „Jest stary, ma słabą szczękę”. Zaraz jednak zaznaczył, że nie uważa go za łatwego przeciwnika. „Jest twardym gościem, twardym rywalem, ale jest już stary i dla mnie to świetna walka” – podsumował.
Tsarukyan ma 30 lat i zawodowy rekord 24-3. Sześć zwycięstw z rzędu i 2. miejsce w rankingu kategorii lekkiej UFC mówią samo za siebie. W ostatnim pojedynku pokonał Mauricio Ruffy’ego. Szesnaście z jego 24 wygranych walk zakończyło się przed czasem – decyzję sędziów Ormianin oddaje rzadko.
Rosjanin był już wcześniej pretendentem do tytułu w dywizji do 70 kilogramów, ale do walki z Islamem Makhachevem wtedy nie doszło – Tsarukyan wypadł z karty UFC 311 w 2025 roku z powodu kontuzji pleców. Teraz czeka na kolejną szansę i liczy, że listopad przyniesie konkretną odpowiedź od promocji.