Mikrofon Connect Cast, kamera skierowana na Alexa Pereirę, pytanie o plan B — Brazylijczyk odpowiada bez owijania w bawełnę. „Jeśli przegram, nie zostanę w kategorii ciężkiej. Wrócę do półciężkiej. Tak będzie idealnie. Każdy wie, że nie jestem największym ciężkim. Nie zostanę tam – wrócę do swojej dywizji, gdzie czułem się komfortowo. Tak będzie najlepiej” — powiedział.
Te słowa padły tuż przed jego starciem z Sergeiem Pavlovichem, zaplanowanym na galę UFC 335. Wydarzenie odbędzie się 12 grudnia w T-Mobile Arena w Las Vegas, a walką wieczoru będzie pojedynek o pas BMF między Charlesem Oliveirą i Diego Lopesem. Pereira i Pavlovich wystąpią więc w cieniu jednej z bardziej emocjonujących kart sezonu — choć to właśnie ich starcie może zdecydować o dalszej karierze byłego mistrza dwóch dywizji.
Dwa pasy, jedna ambicja
39-letni Brazylijczyk ma na koncie 13 wygranych i 4 przegrane w zawodowym MMA. Aż 11 z tych zwycięstw padło przed czasem — nokautem, techniczną przewagą albo poddaniem. Lista pokonanych rywali robi wrażenie: Jamahal Hill, Israel Adesanya, Jiri Prochazka. Formę przypomniał niedawno w rewanżu z Magomedem Ankalaevem, który zakończył nokautem — choć chwilę później nie poradził sobie z Cyrilem Gane.
Mimo tej porażki Pereira wciąż figuruje w rankingu pound-for-pound UFC, na 10. miejscu bez podziału na kategorie wagowe. I to właśnie tłumaczy, czemu organizacja wciąż stawia na niego w kategorii ciężkiej, choć sam zawodnik otwarcie mówi o fizycznych ograniczeniach względem rywali z tej dywizji.
Stawka starcia z Pavlovichem jest więc podwójna. Zwycięstwo otworzy Pereirze drogę do kolejnej walki o pas w kategorii ciężkiej — a to byłby krok w stronę celu, o którym mówi od dawna: zdobycia mistrzostwa UFC w trzeciej wadze. Porażka, jak sam zapowiedział, oznacza powrót tam, gdzie czuł się najlepiej — do półciężkiej.
12 grudnia w Las Vegas będzie więc nie tylko sprawdzianem formy. To moment, w którym Pereira sam — słowami wypowiedzianymi na długo przed gongiem — rozstrzygnie, jak wygląda jego kolejny rozdział w UFC.