„Od 17 lat pracowałem na to, aby zostać mistrzem UFC, a ty odłożyłeś mój cel w czasie” — napisał na Instagramie Carlos Prates, zwracając się do Islama Makhacheva. Słów nie przebierał — Brazylijczyk ostro skomentował decyzję, przez którą zamiast o prawowity pas mistrzowski zawalczy o tytuł tymczasowy.
Zawodnik klubu Fighting Nerds odniósł się do karty walk UFC 336, ogłoszonej podczas gali UFC 333. Gala odbędzie się 30 stycznia w Toronto. Jej główną walką będzie pojedynek mistrzowski w kategorii muszej między Joshuą Vanem i Manelem Kape — Van po raz trzeci obroni w nim tytuł.
Numerem dwa na karcie jest jednak starcie Pratesa z Michaelem Moralesem, w którym na szali znajdzie się tymczasowy pas mistrzowski wagi półśredniej do 170 funtów. Organizacja zdecydowała się na tymczasowy tytuł z uwagi na możliwą nieobecność mistrza Islama Makhacheva — może ona potrwać nawet do lata kolejnego roku. Dagestańczyk jest aktualnym mistrzem UFC w wadze półśredniej i byłym mistrzem kategorii lekkiej.
Zmiana planów rozsierdziła Pratesa
Jeszcze kilka tygodni temu wszystko wskazywało na inny scenariusz: Prates miał podjąć Makhacheva, a Morales zmierzyć się z Shavkhatem Rakhmonovem. Finalny układ kart wyszedł zupełnie inny. Brazylijczyk to zauważył i nie zostawił tego bez komentarza.
„Jestem numerem jeden, znokautowałem dwóch byłych mistrzów, gdy Morales pokonał tylko Seana Brady’ego. Powiedziałeś organizacji, że nie będzie gotowy do walki w ciągu 3 miesięcy. Bracie, nie pijesz, nie palisz, nie imprezujesz i trzy miesiące ci nie wystarczą? Pokaże ci, jak się to robi. 30 stycznia znokautuje Moralesa, a potem wrócę, aby wysłać cię na emeryturę, tchórzu!”
Warto przy tym przypomnieć, że sam Makhachev wcześniej deklarował, że chciałby stanąć do walki jeszcze w tym roku, a w najgorszym wypadku — przed ramadanem.
Dagestańczyk nie zostawił słów Pratesa bez odpowiedzi. Odpisał mu na platformie X.
„Niedawno pokonałem gościa, który gonił cię dookoła klatki przez pięć rund. Zamknij się i trenuj. Nie jesteś na moim poziomie. Widzimy się niedługo.”
Dorzucił do tego jeszcze jedną uwagę, nie pozostawiając wątpliwości, jak traktuje całą sytuację.
„Tak szybko, gdy dowiemy się, kto jest prawdziwym pretendentem. Wtedy wrócimy!”
Na razie więc wymiana ciosów toczy się tylko słownie, poza klatką. Odpowiedź na pytanie, kto rzeczywiście zasłuży na walkę o prawowity tytuł, przyniesie starcie Pratesa z Moralesem 30 stycznia w Toronto.