19 września w Los Angeles Iwo Baraniewski starł się z Alonzo Menifieldem. Przegrał na punkty, a werdykt sędziowski nie był jednogłośny. Ta porażka go jednak nie złamała – Polak nie zwalnia tempa w rozmowach o swoich ambicjach i wprost deklaruje, że celem jest zdobycie pasa mistrzowskiego UFC.
W programie „W cieniu sportu” zapytano go, ile czasu może zająć dojście do walki o tytuł. Odpowiedział bez owijania w bawełnę.
Myślę, że dwa, trzy lata. Chciałbym, jakby wszystko fajnie szło.
Sam zresztą dodał, że to raczej optymistyczna prognoza niż gwarancja. Reszta zależy od tego, z kim przyjdzie mu się zmierzyć na kolejnych etapach kariery.
Jakbym teraz dostał kogoś okołorankingowego, później dostał kogoś z piętnastki, później z dziesiątki, z piątki, ale też może być tak, że nie dostanę kogoś bliskorankingowego, tylko kogoś poza rankingiem, albo będę musiał wygrać parę walk, żeby dojść do rankingu… Wydaje mi się, że to wszystko zależy od stylu, jak będzie wyglądała walka, na tle jakiego rywala jak wygram, a mam nadzieję, że wygram, to wszystko jest zależne od czegoś.
Powrót do rankingu jako pierwszy krok
Wcześniej Baraniewski figurował w pierwszej piętnastce rankingu Meta organizacji UFC. Ostatnie wyniki sprawiły, że wypadł z niego zupełnie. Powrót na listę rankingową traktuje teraz jako obowiązkowy etap na drodze do walki o pas.
Na razie jednak Polak nie walczy. Do klatki – jak sam zapowiada – chciałby wrócić w okolicach lutego 2027 roku. Taki odstęp da mu czas na rozplanowanie kolejnych starć tak, by krok po kroku wspinać się w stronę rankingowej piętnastki, dziesiątki i piątki. A stamtąd, jak sam podkreśla, wszystko zależy już od wyniku i stylu kolejnych walk.