LeBron James w tym tygodniu wystartował w swoim 24. sezonie ligi NBA – tym razem w nowych barwach, jako zawodnik Philadelphia 76ers. To już czwarty klub w jego karierze. Na pierwszy mecz sezonu Sixers trafili akurat na obrońców tytułu, New York Knicks, i to na ich terenie, w nowojorskiej hali Madison Square Garden.
Philadelphia lepiej zniosła presję meczu w drugiej połowie i ostatecznie wygrała 106:100. James miał w tym triumfie duży udział. Trudno wymarzyć sobie lepsze otwarcie kolejnego, już historycznego etapu kariery.
Przed obecnym sezonem na koncie Jamesa było 23 lata gry w NBA – w Cleveland Cavaliers, Miami Heat i Los Angeles Lakers. Z Cavaliers, klubem ze swojego rodzinnego stanu Ohio, związany był dwukrotnie. Ostatnie osiem sezonów spędził w Lakers, zanim trafił do Philadelphii, gdzie liczy na piąty tytuł mistrzowski w karierze.
Knicks bez Sochana, ale z mistrzowskim trzonem
Po stronie pokonanych latem doszło do zmiany w składzie – Jeremy Sochan odszedł z Knicks, a wcześniej zdążył podpisać i rozwiązać kontrakt z Portland Trail Blazers. Trzon mistrzowskiej ekipy z Nowego Jorku jednak pozostał nienaruszony, co teoretycznie dawało gospodarzom przewagę doświadczenia nad przebudowaną Philadelphią.
Sixers odpowiedzieli nową jakością. James zaczął spotkanie w pierwszej piątce, a obok niego na parkiecie stanął Jaylen Brown, sprowadzony do klubu latem i także umieszczony w wyjściowym składzie.
Resztę pierwszej piątki tworzyli zawodnicy związani z Philadelphią od dłuższego czasu – Joel Embiid, MVP sezonu 2022/23, Tyrese Maxey oraz V.J. Edgecombe. Ten ostatni zdążył już zwrócić na siebie uwagę kibiców koszykówki na innym froncie – w ostatnich kwalifikacjach olimpijskich rzucił 21 punktów w meczu, w którym Bahamy pokonały Polskę.
Dla Philadelphii to jednak dopiero pierwszy krok w sezonie, w którym obecność Jamesa ma być paliwem dla ambicji całej ekipy. Zwycięstwo nad obrońcami tytułu na ich własnym parkiecie to mocny sygnał na początek.