8 października 2026 roku Michał Oleksiejczuk sięgnął po telefon i na portalu X skomentował zaktualizowany ranking kategorii średniej MMA.PL. Napisał krótko, ale konkretnie: „Fajnie, ale już mnie to nie bawi. W następnym roku albo wejdę do światowego top 15, albo zajmę się pracą w gospodarstwie. Serio.”
Powód do satysfakcji miał — redakcja MMA.PL uznała go za najlepszego zawodnika kategorii średniej w Polsce. Za nim w klasyfikacji uplasowali się mistrz KSW Paweł Pawlak, jego brat Cezary Oleksiejczuk oraz Piotr Kuberski. On sam jednak nie zamierza się tym długo cieszyć. Wpis brzmiał jak zapowiedź czegoś większego — kolejnego, znacznie ambitniejszego etapu kariery.
Droga od trzech porażek do serii zwycięstw
Jeszcze w 2024 roku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Trzy porażki z rzędu stawiały pod znakiem zapytania jego dalszą obecność w UFC. Przełom przyszedł w kwietniu 2025 roku na gali UFC 314, gdzie Polak pokonał Sedriquesa Dumasa, kończąc sprawę ciosami i łokciami już w pierwszej rundzie.
Kolejny nokaut przyszedł na gali UFC 319. Tym razem w pierwszej rundzie padł Gerald Meerschaert. W lutym 2026 roku Oleksiejczuk dopisał do serii trzecie zwycięstwo, pokonując Marc-André Barriaulta jednogłośną decyzją sędziów po trzech rundach. Tak powstała passa trzech wygranych walk z rzędu.
Pasmo sukcesów przerwało się w czerwcu 2026 roku na starciu z Abusem Magomedovem — niemieckim zawodnikiem rosyjskiego pochodzenia. Magomedov poddał Polaka duszeniem gilotynowym w pierwszej rundzie, w 3 minucie i 25 sekundzie walki.
Mimo tej porażki pozycja w krajowym rankingu pozostała niezagrożona. Zawodnik już jednak patrzy dalej. Oleksiejczuk, który na co dzień pomaga w prowadzeniu gospodarstwa, którym się opiekuje, postawił sprawę jasno: albo wejście do światowego TOP 15 w nadchodzącym roku, albo powrót do pracy na roli.