Nassourdine Imavov wchodzi do UFC Performance Institute w Las Vegas i widzi Seana Stricklanda. Ochrona reaguje natychmiast, bo napięcie między nimi rośnie w kilka sekund. „Nassourdine Imavov just ran into Sean Strickland in Las Vegas and it got HEATED” – tak całą sytuację opisano w relacji z miejsca zdarzenia.
Imavov nie czekał na żaden pretekst. Poszedł prosto do Stricklanda z pytaniem bez ogródek: „W czym problem? Nie podpisujesz kontraktu? Chodzi o pieniądze? Ja mam pieniądze. Dam ci”. Strickland nie odpowiedział ani słowem. Odwrócił się i wyszedł z budynku. Ochrona przez cały czas trzymała Francuza na dystans.
Na zewnątrz Imavov dalej nie dawał za wygraną. „Problem w tym, że on bez przerwy wygaduje bzdury w mediach społecznościowych. Ja tu jestem, a on sobie idzie. Idzie, bracie! Dokąd idziesz? Ja jestem tutaj” – krzyczał za oddalającym się Amerykaninem.
Walka, która miała się odbyć w grudniu
U źródeł całego spięcia leży pas wagi średniej UFC i walka, którą planowano jeszcze na grudzień – ostatecznie zabrakło jej na karcie UFC 335. Termin przesunięto. Powód jest prozaiczny: Strickland chce wyższej gaży za starcie z Imavovem, a rozmowy z promocją wciąż stoją w miejscu.
Imavov broni swojej pozycji w kolejce do pasa serią pięciu zwycięstw z rzędu. Ostatnią walkę stoczył we wrześniu 2025 roku, pokonując Caio Borralho. Jego bilans zawodowy wygląda na 17 wygranych, 4 porażki i 1 remis.
Strickland ma na koncie 31 wygranych i 7 porażek. To on pokonał Imavova w 2023 roku, a w ostatnim starciu zadał pierwszą porażkę w karierze Khamzatowi Chimaevowi. Mimo tej wygranej odmówił dania Chimaevowi natychmiastowego rewanżu – sam wskazał Imavova jako następnego rywala. Dziś, gdy walka wciąż nie jest podpisana, brzmi to niemal ironicznie.
Do tego dołożył się wypadek na buggy, w którym Amerykanin brał udział, choć bez złamań i poważnych urazów. Strickland zapowiedział też, że jeśli sprawy z UFC nie potoczą się po jego myśli, gotów jest oddać pas mistrzowski i przejść do wyższej kategorii wagowej. Nie kryje przy tym, że marzy mu się boks – i walka z Jakiem Paulem.
Po całym zajściu Strickland odpowiedział tam, gdzie czuje się najswobodniej – na Instagramie. „Co za żenada… Jego partner treningowy zna nasz grafik, bo trenuje razem z nami. We wtorki i czwartki o 10 rano w Xtreme, ale zamiast tego wolał pojechać na wyspę PI, do najmilszego, zapewne niedopłacanego personelu i pełnej ochrony, żeby nakręcić content… To po prostu obrzydliwe. Generalnie jest to trochę żenujące… Czterech gości z iPhone’ami i ochrona, ha ha, po prostu poczułem się niezręcznie” – napisał, komentując w ten sposób całe spotkanie.
Pas czeka na pretendenta. Kontrakt wciąż leży na biurku – bez podpisu którejkolwiek ze stron.