Co trzeba powiedzieć o kraju, żeby jego kibice zaczęli żartować o nadaniu ci obywatelstwa? W przypadku Roberto Soldića wystarczyło kilka szczerych słów rzuconych w rozmowie z Arielem Helwanim, tuż po debiucie w UFC.
Chorwat zadebiutował w organizacji na gali UFC 332, pokonując jednogłośną decyzją sędziów Khaosa Williamsa. Łatwo nie było – Williams miał swój moment w pierwszej rundzie i przez chwilę wyglądało na to, że może namieszać. Soldić jednak doszedł do głosu, przejął kontrolę nad walką i zapisał na koncie pierwszą wygraną w największej organizacji MMA na świecie.
Droga do UFC wiodła przez Polskę. Zanim 31-letni Chorwat podpisał kontrakt z amerykańskim gigantem, budował swoją markę właśnie u nas – w KSW, gdzie sięgnął po pas mistrzowski. Stoczył też jedną walkę w FAME MMA, na gali FAME 27, gdzie znokautował Tomasza Adamka. I właśnie po tamtym starciu wylądował kontrakt z UFC.
„To jest mój drugi dom”
Gdy Ariel Helwani zapytał go o relację z Polską, Soldić nie bawił się w dyplomatyczne formułki. „To jest mój drugi dom” – powiedział bez wahania. Dodał, że polskiego rozdziału jeszcze nie zamknął, bo spędził w tym kraju sześć lat.
„Polscy kibice zawsze dawali mi ogromne wsparcie”
Chorwat przyznał też, że rozumie język polski, i gdyby znał go trochę lepiej, rozważałby zamieszkanie w Polsce na stałe. Opisał nasz kraj jako miejsce bezpieczne, czyste i – jak sam to ujął – warte zobaczenia na własne oczy.
Na kolejną walkę w UFC kibice jeszcze poczekają. Terminu wciąż nie znamy, a scenariusz powrotu Soldića do klatki jeszcze w 2026 roku uważany jest za mało prawdopodobny – bardziej realne wydaje się 2027. Do tego czasu polscy fani będą mieli co najmniej tyle czasu, by w pełni nacieszyć się słowami, jakie Chorwat skierował w ich stronę.