„Zrobię wszystko, czego oczekuje ode mnie drużyna, jeśli to oznacza wchodzenie z ławki… To szaleństwo. Nie ma mowy. Nie zamierzam wchodzić z ławki” — powiedział Dylan Harper, rozgrywający San Antonio Spurs, w wywiadzie dla magazynu GQ.
Rozmowę prowadził Cam Wolf. Obok Harpera siedział jego kolega z zespołu, Stephon Castle — i to właśnie on zapalił lont, odpowiadając na wcześniejszą deklarację Harpera, że ten wygra nagrodę dla najlepszego rezerwowego sezonu: „Nie będziesz najlepszym rezerwowym. Niby w której drużynie?”.
Harper trafił do Spurs z drugim numerem zeszłorocznego draftu i gra na pozycji rozgrywającego. W debiutanckim sezonie notował średnio 11,8 punktu, 3,9 asysty i 3,4 zbiórki. Wystarczyło to na 11. miejsce w głosowaniu na Sixth Man of the Year — nagrodę dla najlepszego zawodnika wchodzącego z ławki.
W play-offach jego rola wyraźnie wzrosła, choć formalnie wciąż zaczynał głównie na ławce. W 23 występach średnia wyniosła 14,1 punktu, 5,6 zbiórki i 2,7 asysty. Przełom przyszedł w meczu z Oklahoma City Thunder — pierwszym w tych play-offach, w którym Harper znalazł się w wyjściowej piątce. Zapisał tam 24 punkty, 11 zbiórek, siedem przechwytów i sześć asyst.
Żart, który trafił w prawdziwy spór o rolę
Dyskusja o miejscu Harpera w rotacji Spurs nie zaczęła się teraz. Już przed jego debiutanckim sezonem słychać było głosy, że to on, nie De’Aaron Fox, powinien wychodzić w pierwszej piątce. Wywiad dla GQ wyciągnął ten temat na światło dzień tuż przed startem nowych rozgrywek.
Sam Harper szybko ostudził emocje. W dalszej części rozmowy przyznał, że wcześniejsze słowa o niechęci do wchodzenia z ławki były żartem, nie czymś powiedzianym całkiem serio. I mimo to — liczby z pierwszego sezonu, a przede wszystkim ten jeden wybuchowy mecz z Thunder, same podsuwają pytanie, które Spurs prędzej czy później będą musieli rozstrzygnąć: gdzie w wyjściowym składzie jest miejsce dla młodego rozgrywającego.