Josh Hokit nie owijał w bawełnę w podcaście Believe Me You — oskarżył tam Alexa Pereirę wprost o czarną magię. „Mam na myśli, nazwałbym go wiedźmą bez aury, rozumiecie, tą suką, która para się czarami, i w końcu go przejrzeliśmy” — rzucił niepokonany zawodnik UFC.
Hokit broni rekordu 10-0 i słów na kilka dni przed szansą życia nie szczędzi. 14 listopada, na gali UFC 334, stanie w klatce z Cirylem Gane’em o mistrzowski pas. Z Pereirą jeszcze nigdy się nie mierzył — a mimo to właśnie wokół Brazylijczyka zbudował całą swoją tyradę.
Swoje podejrzenia Amerykanin oparł na własnej lingwistycznej analizie okrzyku, który Pereira każe skandować publiczności przed walkami. „Mam na myśli to, że korzeń słowa „Chama” pochodzi z wierzeń szamańskich, więc kazał całemu światu skandować „Chama”, rzucając klątwy na cały świat” — stwierdził.
Nie pierwszy taki zarzut
Hokit nie wymyślił tego sam. Podobne podejrzenia głośno wypowiadał już wcześniej Jiri Prochazka. Czech twierdził, że Brazylijczyk ucieka się do nielegalnych praktyk duchowych, by wygrywać, i domagał się, żeby ewentualny rewanż odbył się na maksymalnie uczciwych zasadach. Trudno się dziwić jego frustracji — po dwóch starciach z Pereirą bilans brzmi jednoznacznie: oba razy Brazylijczyk kończył sprawę nokautem w drugiej rundzie.
A sam Pereira? Mistrz UFC w dwóch kategoriach wagowych, z bilansem 13-4, rzeczywiście ma swój rytuał przed walką. Jeździ do swojego plemienia, gdzie odprawia ceremonię mającą go przygotować do pojedynku. To właśnie ten zwyczaj stał się dla krytyków paliwem do żartów i oskarżeń o czary.
Kto będzie kolejnym rywalem Pereiry — tego oficjalnie wciąż nie wiadomo. Szef UFC Dana White zapowiedział w nagraniu z Niną Drama, że ujawni nazwisko przeciwnika Brazylijczyka, gdy materiał zbierze 25 tysięcy komentarzy. Najczęściej pada przy tym jedno nazwisko — Sergei Pavlovich.