„Wyobrażałem sobie grę w Madison Square Garden i zakończenie tam kariery. To jedno z najlepszych miejsc, w jakich kiedykolwiek grałem” – wyznał LeBron James. Jeszcze przed podpisaniem kontraktu z Philadelphia 76ers gwiazdor koszykówki poważnie myślał o tym, by karierę zamknąć właśnie w New York Knicks.
James mówił o tych rozterkach na konferencji prasowej przed sezonem 2026/2027. Knicks nie były zresztą jedyną opcją – 40-letni koszykarz brał pod uwagę także Cleveland Cavaliers, Miami Heat, Golden State Warriors i Minnesota Timberwolves.
A potem, w czerwcu, wszystko się posypało. New York Knicks pokonali w finałach San Antonio i sięgnęli po mistrzostwo NBA, kończąc aż 53-letnie oczekiwanie na tytuł. Dla Jamesa to był moment, w którym cały plan legł w gruzach. „Myślę, że dla koszykarza słynna hala MSG to numer jeden wśród hal na świecie. Ale kiedy pokonali San Antonio, pomyślałem: 'Nie, nie mogę tego zrobić’. Nie mogłem do nich dołączyć” – powiedział.
Presja mediów zamiast marzenia o MSG
James nie ukrywał, że bał się reakcji otoczenia. „Nie dalibyście mi o tym zapomnieć” – przyznał, tłumacząc, że dołączenie do świeżo upieczonych mistrzów ściągnęłoby na niego lawinę komentarzy o podczepianiu się pod cudzy sukces. Zamiast tego wybrał Philadelphia 76ers.
Mimo zmiany planów dla klubu, który ostatecznie ominął, gwiazdor nie miał złego słowa. „Ale mam ogromny szacunek do Knicks. Niesamowity zespół, niesamowici zawodnicy. Pozdrowienia dla Jalena Brunsona. Uwielbiam tego gościa, jest niesamowity. Jestem jednak szczęśliwy tam, gdzie jestem, i nie mogę się doczekać tego sezonu” – dodał James.
Do Madison Square Garden i tak wróci – tyle że w innym dresie. W sezonie zasadniczym zagra tam co najmniej dwukrotnie jako zawodnik Philadelphia 76ers – 20 października oraz 27 lutego.