„Moim celem jest status najlepszego zawodnika na świecie” – powiedział Salahdine Parnasse w rozmowie dla Clique TV. Francuz nie owija w bawełnę. Po jednym występie w UFC już celuje w czołówkę wagi lekkiej.
Parnasse (24-2) wpadł do organizacji z impetem. Debiut miał miejsce 5 września podczas gali UFC Fight Night 287 w Paryżu, gdzie w walce wieczoru zmierzył się z Danem Hookerem, zawodnikiem z czołowej dziesiątki dywizji. Najpierw trafił rywala mocnym kopnięciem w wątrobę, a chwilę później dokończył dzieła. Sędzia przerwał starcie już na 2 minucie i 35 sekundzie pierwszej rundy. Za ten występ Parnasse odebrał bonus za walkę wieczoru.
Efekt? Skok od razu na 9. miejsce rankingu wagi lekkiej UFC. Dla debiutanta to rzadkość. Choć akurat Parnasse trudno nazwać żółtodziobem w tym sporcie – przed przejściem do UFC był podwójnym mistrzem KSW.
Holloway, Pimblett i pas Gaethje
Francuz nie kryje ambicji. Już wywołał do walki Maxa Hollowaya. W tej samej rozmowie dla Clique TV precyzował, jak widzi swoją drogę na szczyt. „Walka o pas? Myślę, że może się to wydarzyć dość szybko, bo już po pierwszej walce znalazłem się na 9. miejscu w rankingu. Teraz liczę na walkę z numerem 4 albo numerem 5 rankingu. I kto wie, jeśli dam dobry występ, to dlaczego nie walczyć potem o pas?” – mówił.
Jako docelowego rywala o mistrzowski pas wagi lekkiej Parnasse wskazał wprost Justina Gaethje, obecnego czempiona dywizji. Zanim jednak do tego dojdzie, widzi na swojej drodze dwa konkretne nazwiska. „Chciałbym odebrać mu pas, ale najpierw mam jeszcze kilka kroków do wykonania. Max Holloway albo Paddy Pimblett. Albo ktokolwiek, kogo postawią naprzeciwko mnie” – stwierdził.