Rodolfo Vieira pokonał Roberta Bryczka na gali UFC w Las Vegas. Starcie przetrwało komplet trzech rund po pięć minut, a wszyscy trzej sędziowie byli zgodni: 30-27 dla Brazylijczyka. Sam werdykt niewiele jednak mówił o tym, co naprawdę działo się w klatce — i przyznał to zresztą sam zwycięzca zaraz po wyjściu z oktagonu.
Vieira, specjalista od brazylijskiego jiu-jitsu, miał wejść do klatki z jednym planem: ściągnąć walkę do parteru, zmęczyć Polaka i tam szukać zakończenia. Częściowo się to udało. Dociskał Bryczka do siatki, odbierając mu przestrzeń potrzebną do ciosów. Kłopoty zaczęły się w drugiej połowie starcia.
W dwóch ostatnich rundach Brazylijczyk stracił skuteczność w obalaniach i nie zdołał rozkręcić swojej gry na ziemi. To otworzyło Bryczkowi drogę do stójki. W drugiej rundzie Polak zadał więcej znaczących ciosów niż rywal, a w trzeciej ta przewaga była już wyraźna.
Słowa uznania dla Polaka
Wygrana na kartach sędziowskich nie zmieniła faktu, że Vieira po walce nie krył zaskoczenia. Siłą uderzeń Bryczka i jego odpornością. Przyznał, że żaden z dotychczasowych rywali nie trafiał go tak mocno. Docenił też jego obronę — to właśnie ona najbardziej krzyżowała mu plany na tę walkę. Brazylijczyk powiedział wprost: obrona Bryczka okazała się lepsza, niż zakładał, jeszcze zanim wszedł do klatki.