Francis Ngannou rzucał go na matę jak szmacianą lalkę. Jon Jones zaciskał mu na szyi duszenie gilotynowe. Te obrazy Chris Weidman przywołał, zanim wypowiedział zdanie, które może namieszać przed jednym z najważniejszych pojedynków tego roku w wadze ciężkiej.
14 listopada w Nowym Jorku odbędzie się gala UFC 334. Główną walką wieczoru będzie starcie o mistrzowski pas wagi ciężkiej UFC pomiędzy Cyrilem Gane a Joshem Hokitem.
Dla Hokita to dopiero piąty pojedynek pod szyldem UFC. Zawodowo zadebiutował w 2023 roku, do UFC trafił dwa lata później, a jego bilans wciąż jest nieskazitelny – 10 wygranych, 0 porażek. Fani znają go jako „The Incredible Hok”, a jedna statystyka mówi sama za siebie: tylko raz jego walka dotrwała do decyzji sędziów.
Gane broni z kolei tytułu, który zdobył niedawno, awansując z mistrza tymczasowego na pełnoprawnego czempiona wagi ciężkiej UFC. To będzie jego pierwsza faktyczna obrona pasa – choć o absolutne mistrzostwo walczył już trzykrotnie. Bilans tych starć nie napawa optymizmem: dwie porażki i jeden pojedynek uznany za nieodbyty po przypadkowych trafieniach w oko.
Weidman: styl Gane go w końcu zgubi
Chris Weidman, były mistrz UFC wagi średniej, podzielił się swoją prognozą w podcaście Deep Waters. Według niego Josh Hokit ma wszystko, czego trzeba, żeby zostać nowym mistrzem wagi ciężkiej.
Widzieliśmy, jak Gane rzucano na matę i masakrowano – robił to Francis Ngannou, Jon Jones zakładał mu duszenie gilotynowe. Postawiłbym na Hokita choćby dlatego, że styl Gane, jego lekkość i ruchliwość, wymagają ogromnej wytrzymałości. Bycie tak szybkim i mobilnym niesamowicie kosztuje organizm, a facet pokroju Hokita, który non stop naciska, w końcu zacznie wygrywać wymiany ciosów i skutecznie obalać.
Weidman poszedł jeszcze dalej, porównując styl Hokita do legendy dywizji ciężkiej sprzed lat.
Jeśli spojrzycie na walki Hokita, zobaczycie, jak roznosił przeciwników niczym szmaciane lalki – dokładnie tak, jak robił to swego czasu Cain Velasquez. Cały czas okłada ich od pleców, po prostu miażdży, rzuca z boku na bok. Ma potencjał, by w stylu Velasqueza rozgromić Ciryla.
Śmiała teza, zważywszy że mowa o zawodniku, który trzykrotnie sięgał po najwyższe trofeum organizacji. Weidman wskazuje jednak na konkretny mechanizm: ruchliwość i lekkość, czyli największy atut Francuza, mogą go zmęczyć w starciu z rywalem, który nieustannie parł będzie do przodu. 14 listopada w Nowym Jorku przekonamy się, czy ta teoria się sprawdzi.