Ile pieniędzy można zostawić na stole, żeby dać drużynie pole do wzmocnień? Stephen Curry właśnie na to pytanie odpowiedział czynem, godząc się na kontrakt niższy niż maksymalny, jaki mógł wynegocjować z Golden State Warriors.
Jak donosi Shams Charania z ESPN, gwiazdor Warriors uzgodnił z klubem dwuletnie przedłużenie umowy warte 116 mln dolarów. Do porozumienia dołączono opcję zawodnika na sezon 2028/29. Curry ma dziś 38 lat. Wchodzi w swój 18. sezon w lidze.
Same liczby robią wrażenie, ale liczy się kontekst. Curry mógł podpisać maksymalne przedłużenie warte aż 136,7 mln dolarów. Wybrał wariant tańszy dla klubu i świadomie zrezygnował z części pieniędzy, żeby zostawić Warriors więcej elastyczności finansowej przy budowaniu składu.
Sam zawodnik tłumaczył swoje motywacje jeszcze przed sfinalizowaniem umowy. „Jesteśmy w bardzo ciekawej sytuacji. Niezależnie od tego, czy podpiszę maksymalny kontrakt, czy mniejszy, chcę grać w zespole, który się liczy. Chcę, żebyśmy mieli możliwość wykonania potrzebnych ruchów, jeśli pojawi się taka okazja” – mówił Curry.
Jak rozłożono pieniądze
Konstrukcja finansowa nowej umowy jest precyzyjnie dopasowana pod przyszłe ruchy transferowe klubu. W sezonie 2027/28 Curry zarobi 55,7 mln dolarów, a rok później, jeśli skorzysta z opcji zawodnika, otrzyma 60,2 mln dolarów. Dzięki takiemu rozłożeniu wypłat Warriors mają zyskać około 10 mln dolarów dodatkowej przestrzeni pod limitem płac już przyszłego lata.
Przez całą dotychczasową karierę w NBA Curry nie zmienił barw klubowych – gra wyłącznie w Golden State Warriors. Nowa umowa podniesie jego łączne zarobki z kontraktów w lidze do około 652 mln dolarów. To sprawi, że stanie się pierwszym zawodnikiem w historii NBA, który zarobił ponad 600 mln dolarów wyłącznie za grę na boisku.