„Chciałem na początku wyrazić wdzięczność za erę LeBrona. Jako organizacja nadal jesteśmy wdzięczni za wszystko, co przeżyliśmy z nim w Lakers” — powiedział Rob Pelinka, generalny menedżer Los Angeles Lakers.
To pierwsze tak obszerne słowa Pelinki na temat odejścia LeBrona Jamesa z klubu. Po ośmiu latach James pożegnał się z Los Angeles Lakers i trafił do Philadelphia 76ers. Nową umowę — dwuletnią, wartą 8 mln dolarów — podpisał dwa miesiące wcześniej.
Generalny menedżer nie ukrywał emocji, relacjonując przebieg rozmów z gwiazdą, która przez osiem sezonów grała w koszulce Lakers. „Rozmowy z nim tego lata były prowadzone dyplomatycznie, profesjonalnie i szczerze. Jestem bardzo wdzięczny za naszą współpracę, która trwała aż do momentu, gdy podjęto decyzję, że zagra w innym zespole. Wszystko odbyło się polubownie, profesjonalnie i z klasą” — dodał Pelinka.
Jeszcze w maju sam Pelinka mówił otwarcie, że Lakers chcieliby zatrzymać Jamesa przy klubie. Wyszło inaczej. O planach zmiany barw klubowych zarząd dowiedział się od agenta zawodnika, Richa Paula, zaledwie kilka godzin przed startem wolnej agentury.
James ma dziś 41 lat i zostawia w Los Angeles pokaźny dorobek. W barwach Lakers sięgnął z zespołem po mistrzostwo NBA, doszedł też do finału Konferencji Zachodniej — a w całej karierze uzbierał już cztery pierścienie mistrzowskie NBA.
Lakers patrzą w przyszłość
Klub nie zamierza siedzieć bezczynnie — budowa zespołu na nową erę już trwa. Optymizmu nie brakuje też trenerowi J.J. Redickowi: „Myślę, że po raz pierwszy w ciągu moich trzech lat tutaj czuję, że elementy tej grupy naprawdę do siebie pasują” — ocenił szkoleniowiec.