„Vinicius ruszył w kierunku rywala, ale… zostawił piłkę za sobą” — tak można było podsumować wieczór skrzydłowego Realu Madryt w starciu z Australią. Brazylia zremisowała 1:1, a gwiazdor Realu znów nie pokazał niczego, co uspokoiłoby kibiców przed jego rychłym powrotem do klubu.
Bramkę dla Canarinhos zdobył Rayan — dopiero w piątej minucie doliczonego czasu gry. Vinicius wyrównania już jednak nie obejrzał z boiska, bo w tym momencie siedział na ławce. Carlo Ancelotti zdjął swojego byłego podopiecznego z Realu w 65. minucie, wpuszczając w jego miejsce Samuela Lino.
27-letni skrzydłowy zaczynał mecz na lewej stronie, próbując dogadać się z Raphinhą, Estevao i Endrickiem. Ta współpraca w praktyce nie zagrała. W jednej z akcji Vinicius ruszył do dryblingu i po prostu zgubił piłkę, zostawiając ją za sobą. Chwilę potem, mając czystą sytuację strzelecką, zawahał się na tyle długo, że w ogóle nie oddał uderzenia. Doszło do tego jeszcze niedokładne podanie w polu karnym — choć akurat tutaj winę ponosił też partner, który źle odczytał jego intencje.
Ancelotti nie ukrywa problemu, ale broni zawodnika
Jeszcze przed meczem z Australią Ancelotti sam przyznał, że Vinicius nie jest obecnie w optymalnej dyspozycji. Włoski trener nie odciął się jednak od piłkarza. Podkreślił, że wciąż uważa go za jednego z filarów swojej drużyny — a te słowa nabierają dodatkowej wagi, bo zbliża się powrót Viniciusa do Realu, gdzie presja na miejsce w składzie rośnie z tygodnia na tydzień.
Na razie Brazylijczycy zostają jednak na antypodach. Canarinhos są nadal w Australii i 29 września zagrają z gospodarzami po raz drugi, tym razem w Brisbane. Ostatnim testem tej przerwy reprezentacyjnej będzie mecz z Indiami zaplanowany na 3 października. Dopiero po tych dwóch spotkaniach kibice Realu przekonają się, czy Vinicius wróci do klubu w formie, która uspokoi Ancelottiego — czy w takiej, jaką pokazał w Melbourne.