Damian Piwowarczyk zmierzył się w tegorocznej edycji Dana White’s Contender Series z szansą na kontrakt z UFC w tle. Naprzeciw niego stanął Emilio Quissua – zawodnik z Niemiec.
Jeszcze przed pojedynkiem Quissua zapowiadał, że dokładnie rozłożył styl Polaka na czynniki pierwsze. Wskazywał na jego zachowanie w stójce, opuszczanie rąk po niektórych akcjach, dość prosty repertuar ofensywny i możliwość wywierania na nim presji. Te słowa nie przeszły bez echa – po walce Piwowarczyk sam do nich wrócił.
W rozmowie w „Kanale Sportowym” przyznał, że postawa Niemca zdziwiła go jeszcze przed gongiem. „Tak mi się wydawało, że Emilio jest trochę zbyt pewny siebie, arogancki. Wiadomo, że jest zawodnikiem sztuk walki i trochę taki musi być, ale nieadekwatne jest to jego CV sportowe do tego, co myśli względem mnie i że mu łatwo pójdzie” – mówił Polak.
Padła też opowieść o dość kuriozalnej sytuacji sprzed walki. Obaj zawodnicy trafili na to samo zgrupowanie, a Piwowarczyk wspomina, że pierwszą osobą, jaką zobaczył wysiadając z auta pod hotelem, był właśnie Quissua. „Jak tu byliśmy na miejscu, to się przecięliśmy kilka raz. Zresztą pierwsze co, jak przyjechałem do hotelu, to wysiadam z auta i był tam on, pierwsza osoba, jaką widzę” – relacjonował.
Walka nie poszła po myśli Niemca
Po walce Piwowarczyk nie krył satysfakcji. Jego zdaniem scenariusz, który układał sobie rywal, po prostu się nie sprawdził. „Wydawał się być taki… cwaniakowaty może za duże słowo, ale gdzieś w połowie drogi tego słowa, ale no wyszło chyba nie do końca tak jak chciał” – ocenił Polak.
Zwycięstwo miało jednak swoją cenę. Podczas walki, w wyniku kopnięcia okrężnego dobrze zablokowanego przez rywala, Piwowarczyk złamał palec u stopy. Teraz musi chodzić w ortezie.