200 milionów dolarów na stole, a Jalen Duren wciąż się waha. 23-letni środkowy nie porozumiał się z Detroit Pistons w sprawie nowego kontraktu, choć klub wyraźnie podniósł stawkę. Pistons mieli zaoferować mu 200 mln dolarów za pięć lat – więcej niż wcześniejsza propozycja na poziomie 190 mln dolarów za ten sam okres. To wciąż za mało, by przekonać koszykarza.
Powód jest prosty: Duren zna swoją wartość. Zawodnikowi przysługuje prawo do maksymalnego przedłużenia kontraktu wartego aż 287 mln dolarów – zyskał je po tym, jak trafił do trzeciej najlepszej piątki sezonu NBA. Tyle że Pistons nie zamierzają nawet zbliżyć się do tej kwoty w rozmowach z zawodnikiem. Przepaść między jego oczekiwaniami a ofertą klubu pozostaje więc ogromna.
Ryzykowna alternatywa
W zanadrzu Duren ma inną opcję – dużo bardziej ryzykowną. Może przyjąć roczną umowę kwalifikacyjną i zostać wolnym agentem. Konkretnie chodzi o ofertę kwalifikacyjną wartą 9,6 mln dolarów, którą zawodnik podobno bierze pod uwagę. To gra o wielokrotnie niższą stawkę niż oferta Pistons czy teoretyczny kontrakt maksymalny, ale za to droga do pełnej wolności. Przyjęcie takiej oferty pozwoliłoby Durenowi zostać niezastrzeżonym wolnym agentem już po sezonie 2026/27.
Ryzyko jest, ale nie z powietrza. Duren ma zaledwie 23 lata, a w minionym sezonie notował średnio 19,5 punktu i 10,5 zbiórki na mecz. Po raz pierwszy w karierze zagrał też w Meczu Gwiazd NBA. W play-offach jego liczby wyraźnie spadły – do 10,8 punktu i 8,5 zbiórki na spotkanie, a Pistons odpadli w drugiej rundzie, przegrywając z Cleveland Cavaliers. Mimo tego spadku formy w najważniejszym momencie sezonu, jego wartość rynkowa najwyraźniej nie ucierpiała.
Świadczy o tym zainteresowanie innych klubów. Sacramento Kings i Milwaukee Bucks mają podobno przyglądać się sytuacji Durena. Gdyby środkowy faktycznie postawił na krótkoterminową umowę i za rok trafił na rynek wolnych agentów, konkurencja o niego mogłaby być spora. Na razie wszystko sprowadza się do jednego pytania: czy Pistons zdążą przekonać swojego środkowego, zanim ten postawi wszystko na jedną kartę.