„To moja pierwsza zawodowa porażka, ale nie pierwsza w życiu” — napisał Iwo Baraniewski w mediach społecznościowych po przegranej z Alonzo Menifieldem. Na gali UFC 331, która odbyła się 19 września w Los Angeles, Polak przegrał na punkty. To pierwsza porażka w całej jego karierze MMA.
W tym samym poście zawodnik dodał, że potrzebuje teraz chwili wytchnienia. „Zrobię sobie chwilę przerwy i wrócę silniejszy. Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierają i są przy mnie” — napisał.
Dzień po walce był już bardziej konkretny w rozmowie dla Fortuny. Przyznał, że długo nie mógł zasnąć po własnym pojedynku. „Trochę później poszedłem spać, bo oglądałem jeszcze tę waleczkę. Samopoczucie lepsze niż wczoraj, ale jeszcze średnie. Najbardziej mi szkoda, że była bliska walka. Do tego walka była rankingowa, fajna, mocna i niewiele zabrakło, ale tak musiało być” — powiedział.
Starcie z rankingowym rywalem
Menifield nie trafił się przypadkiem. Amerykanin zajmuje trzynaste miejsce w rankingu najlepszych zawodników kategorii półciężkiej UFC. Zwycięstwo dałoby Baraniewskiemu wejście do tego zestawienia.
Polak już raz się w nim znalazł. Trafił tam po przetasowaniach w kategorii i przez chwilę zajmował piętnaste miejsce. Później kolejne zmiany wśród zawodników wypchnęły go z listy.
Do niedawna bilans Baraniewskiego w organizacji wyglądał wyjątkowo mocno — cztery walki w klatce UFC, z czego trzy pierwsze wygrane nokautem, i to już w pierwszej rundzie. Starcie z Menifieldem przerwało tę serię. To ono przyniosło mu pierwszą porażkę w zawodowej karierze.