Gable Steveson, mistrz olimpijski w zapasach w stylu wolnym z igrzysk w Tokio 2020, przegrał na gali UFC 331 przez nokaut z Seanem Sharafem. Walka trwała zaledwie 12 sekund. Zaraz po ciosie kończącym pojedynek Steveson opuścił klatkę, zanim sędzia zdążył ogłosić decyzję, a Sharaf unieść rękę w geście zwycięstwa. Tę reakcję ostro skrytykował Daniel Cormier, komentator i były mistrz UFC w dwóch kategoriach wagowych.
Przed starciem z Sharafem 26-letni Steveson nie miał na koncie żadnej porażki w organizacji, a w jednej z wcześniejszych walk sam zaliczył nokaut przeciwnika. Trenuje pod okiem Jona Jonesa — nazwisko, które samo w sobie podbijało oczekiwania wobec jego występu. Bukmacherzy nie zostawiali złudzeń: wszedł do klatki jako gigantyczny faworyt z kursem -2500, jednym z najwyższych w historii UFC. Sharaf tymczasem miał w promocji ciężką historię. Zadebiutował w UFC w 2024 roku, przegrywając przez nokaut, a rok później doznał kolejnej porażki tą samą metodą.
Tym większe było zaskoczenie, gdy to Steveson padł na deski — i to w ciągu kilkunastu sekund od gongu. Zamiast zostać w oktagonie do końca formalności, olimpijczyk od razu ruszył w stronę wyjścia. Dla Cormiera, który sam przeżył porażki na szczycie kariery, takie zachowanie było nie do przyjęcia.
„Nie można być wielkim zwycięzcą, a potem niewdzięcznym przegranym”
Stoisz tam i przyjmujesz porażkę za każdym razem, gdy przegrywasz. Pozwalasz temu człowiekowi unieść rękę i stoisz, niezależnie od tego, co czujesz. Jeśli chcesz, płacz, ja płakałem. Przyjmuj porażkę zawsze, gdy sprawy nie idą po twojej myśli. Nie można być wielkim zwycięzcą, a potem niewdzięcznym przegranym. Myślę, że to było niedobre ze strony Stevesona.
Cormier mówił to w kontekście całej gali UFC 331, która sama w sobie obfitowała w niespodzianki. Ilia Topuria przegrał z Justinem Gaethje podczas gali UFC w Białym Domu. Khamzat Chimaev sensacyjnie uległ Seanowi Stricklandowi, a Merab Dvalishvili nie zdołał odzyskać przewagi w rewanżu z Petrem Yanem. Zaledwie trzy tygodnie wcześniej Umar Nurmagomedov znokautował Song Yadonga — kolejny dowód na to, jak nieprzewidywalna była ta seria wydarzeń w oktagonie.